Warta między Śremem a Rogalinem płynie tak wolno, jakby sama nie mogła się zdecydować, czy chce dotrzeć do Poznania. Meandry, zakola, starorzecza pełne grążeli i łabędzi – i nad tym wszystkim, w krajobrazie łąk rozciągających się po horyzont, stoją dęby tak stare, że pamiętają czasy, gdy Polska nie miała jeszcze granic.
Odcinek Warty od Śremu do Rogalina to jakieś trzydzieści kilometrów rzeką, ale pieszo – zależnie od wybranej trasy – można zamknąć tę odległość w kilku wariantach. Kajakarze pokonują ten dystans w osiem do dziesięciu godzin i mówią o nim, że jest jednym z najpiękniejszych fragmentów rzeki w całej Wielkopolsce. Ale jest coś, czego kajak nie daje – możliwość stanięcia pod dębem, który ma dziewięć metrów w obwodzie, położenia dłoni na korze starszej niż większość europejskich katedr i usłyszenia, jak wiatr szumi w koronie, która pamięta średniowiecze. Do tego trzeba przyjść pieszo.
Dolina, którą wyrzeźbił lód
Krajobraz między Śremem a Rogalinem nie powstał przypadkowo. Ukształtował go lodowiec – ten sam, który w trakcie stadiału poznańskiego zlodowacenia bałtyckiego zostawił po sobie moreny, rynny i szerokie doliny rzeczne. Warta wykorzystała jedną z nich, wyżłobiła strome zbocza i rozlała się po szerokiej terasie zalewowej, na której do dziś – wiosną, podczas roztopów – woda wdziera się na łąki, zamieniając dolę w krajobraz rodem z delty Okawango.
To zalewanie jest kluczem do zrozumienia tego miejsca. Przez tysiące lat woda przynosiła żyzne osady aluwialne, na których rozwinęły się łąki łęgowe – jedne z najbardziej bioróżnorodnych ekosystemów w naszej szerokości geograficznej. Na tych łąkach rosły dęby, bo dąb szypułkowy (Quercus robur) ma jedną cechę, która daje mu przewagę nad innymi drzewami w takim miejscu – rozbudowany system korzeniowy zdolny przetrwać zarówno podtopienia podczas roztopów, jak i okresowe susze. Inne drzewa ustępowały. Dęby zostawały.
Tysiąc czterysta drzew, które zmienily historię ochrony przyrody
W 1904 roku niemiecki botanik Fritz Pfühl, pracujący w Poznaniu, po raz pierwszy zwrócił uwagę naukowego świata na to, co rosło w dolinie Warty koło Rogalina. Jego obserwacje zapoczątkowały proces, który trwa do dziś – w 1948 roku objęto ochroną zarówno żywe, jak i martwe dęby wokół Rogalina, a w 1997 roku utworzono Rogaliński Park Krajobrazowy o powierzchni blisko stu trzydziestu kilometrów kwadratowych.
Inwentaryzacja z 1992 roku wykazała tysiąc czterysta trzydzieści pięć dębów o obwodzie pnia przekraczającym dwa metry. Osiemset sześćdziesiąt z nich uznano za pomniki przyrody. Nowsze badania podniosły tę liczbę – mówi się o ponad tysiącu czterystu drzewach spełniających kryteria pomnikowe. To największe w Europie naturalne skupisko wielowiekowych dębów szypułkowych – fakt, który warto powtórzyć, bo trudno w niego uwierzyć, stojąc na łące zaledwie dwadzieścia pięć kilometrów od centrum Poznania.
Trzy najsłynniejsze dęby noszą imiona legendarnych braci – Lecha, Czecha i Rusa. Najnowsze badania dendrochronologiczne Instytutu Dendrologii w Kórniku wykazały, że Dąb Rus ma około osiemset lat – co czyni go najstarszym dębem w Polsce. Jego obwód wynosi dziewięć metrów i piętnaście centymetrów. Dąb Czech niestety obumarł w 1992 roku, a Dąb Lech kilka lat temu częściowo się złamał. Ale Rus stoi dalej, potężny i niewzruszony, jakby te osiem wieków było jedynie rozgrzewką.
Chrząszcz kontra dąb – dylemat ochrony
Stare dęby rogalińskie mają swoich lokatorów, którzy jednocześnie są ich największym zagrożeniem. Kozioróg dębosz (Cerambyx cerdo) – okazały chrząszcz z rodziny kózkowatych, sam objęty ścisłą ochroną gatunkową – składa jaja w korze starych dębów. Jego larwy wygryzają w drewnie korytarze o długości sięgającej jednego metra, co z czasem osłabia strukturę drzewa i przyczynia się do jego zamierania. Rogaliński Park Krajobrazowy ma jedną z największych populacji tego chrząszcza w Polsce.
Obok kozioroga na dębach żyją dwa inne chronione gatunki owadów. Pachnica dębowa (Osmoderma eremita) – gatunek priorytetowy, szczególnie chroniony w całej Europie – jest próchniadem, który potrzebuje starych, dziuplastych drzew. Jelonek rogacz (Lucanus cervus), największy chrząszcz w Polsce, odżywia się próchnem i sokiem drzew. Wszystkie trzy gatunki potrzebują dokładnie tego samego – starych, umierających dębów. A ochrona przyrody stawia pytanie, na które nie ma prostej odpowiedzi – czy chronić drzewa przed owadami, czy owady, które bez drzew nie przetrwają?
Rozwiązanie jest salomonowe. Z nasion najstarszych dębów – w tym Lecha i Rusa – corocznie tworzy się sadzonki do odbudowy pierwotnych lasów. Bank genowy gwarantuje, że nawet jeśli konkretne drzewo padnie, jego geny przetrwają w następnym pokoleniu. A koziorogi, pachnice i jelonki dostają to, czego potrzebują – starą korę, próchno i korytarze w drewnie.
Starorzecza – gdzie czas zatrzymał się naprawdę
Warta na odcinku między Śremem a Rogalinem nie tylko płynie – ona zostawia po sobie ślady. Starorzecza, dawne zakola rzeki odcięte od głównego nurtu przez naturalną zmianę koryta, tworzą cichy, nieruchomy świat, który jest przeciwieństwem żywej rzeki. Woda tu stoi lub ledwie się porusza. Na powierzchni kwitną grążele żółte (Nuphar lutea) i grzybienie białe (Nymphaea alba). Żabiściek pływający (Hydrocharis morsus-ranae), rzęsa i spirodela wielokorzeniowa (Spirodela polyrhiza) tworzą zielony dywan, pod którym kryje się drugi ekosystem – wodny, niewidoczny z brzegu.
Nad starorzeczami gnieżdżą się łabędzie nieme (Cygnus olor), czaple siwe i perkozy. Wiosną, podczas rozlewisk, cała dolina zamienia się w ptasie lotnisko – tysiące migrantów zatrzymują się tu na odpoczynek i żerowanie. Ostoja Rogalińska, bo taki status ma ten fragment doliny w sieci Natura 2000, jest jednym z ważniejszych przystanków na trasie przelotu ptaków wzdłuż doliny Warty.
W wodach i na brzegach starorzeczny żyją bobry (Castor fiber) i wydry (Lutra lutra). Ślady bobrowej działalności – powalone drzewa, żeremie, tamy zatrzymujące wodę w bocznych kanałach – widać na Bobrowym Szlaku, ścieżce dydaktycznej o długości blisko dziewięciu kilometrów, wytyczonej na terasie zalewowej w okolicach Czmońca. Trasa biegnie przez kompleksy leśne i łąki nadrzeczne, mijając starorzecza i pojedyncze dęby stojące na łąkach jak strażnicy minionego lasu.
Trzy sposoby na dotarcie z Śremu do Rogalina
Pierwszy wariant – dla wytrawnych piechurów – to trasa lewobrzeżna, prowadząca drogami polnymi i leśnymi wzdłuż krawędzi doliny. Z Śremu kierujemy się na północ, mijając kolejne wsie – Jaszkowo, Radzewice – i schodząc na terasę zalewową w okolicach Czmońca, gdzie zaczyna się Bobrowy Szlak. Stamtąd do Rogalina zostaje kilka kilometrów przez łąki, na których rosną samotne dęby.
Drugi wariant – krótszy i bardziej skoncentrowany – to fragment szlaku pieszego numer 3577, prowadzący z Wiórka do Rogalinka. Dziewięć i pół kilometra przez kompleks leśny w północnej części Rogalińskiego Parku Krajobrazowego, wzdłuż Poznańskiego Przełomu Warty. Szlak oznaczony na zielono prowadzi u podnóża skarpy nadwarciańskiej, potem wznosi się przez las na krawędź doliny i opada znowu do Rogalinka. Na trasie – punkty widokowe, z których roztacza się panorama łęgów nadwarciańskich.
Trzeci wariant – dla rowerzystów – to Rowerowy Szlak Warty, odcinek z Rogalinka przez Rogalin do Świątnik i Radzewic. Jedenaście kilometrów, częściowo po drogach polnych, częściowo przez las. Na trasie – dęby rogalińskie widoczne za wałem przeciwpowodziowym, furtka wejściowa na teren parku pałacowego, mauzoleum rodziny Raczyńskich i droga skrajem łąk i lasu.
Kiedy przyjść i co ze sobą zabrać
Wiosna – od końca marca do maja – to pora rozlewisk. Warta wylewa na łąki i cała dolina zamienia się w płytkie jezioro, w którym odbijają się korony dębów. To najlepszy czas na obserwację ptaków i na fotografie, ale trzeba liczyć się z błotem i miejscami niedostępnymi trasami. Dobre punkty widokowe na wiosenne rozlewiska to Świątniki, Trzykolne Młyny i most w Rogalinku.
Lato to pora kwitnienia roślinności na łąkach i w starorzeczach. Na łąkach pojawiają się wówczas storczyki kukawki (Orchis militaris), kosaciec syberyjski (Iris sibirica) i nasięźrzał pospolity (Ophioglossum vulgatum). Jesienią dęby przybierają złoto i brązy, a nad starorzeczami unoszą się mgły, które nadają krajobrazowi charakter malarskich płócien, po które sięgali tu przed laty znani artyści.
Niezależnie od pory roku warto mieć lornetkę – ptaków jest tu tyle, że bez niej połowa z nich pozostanie jedynie odległym kształtem na tle nieba. I buty na grubej podeszwie, bo łęgowe łąki potrafią być mokre nawet w środku lata.
