W pierwszych dniach kwietnia, zanim na drzewach pojawią się liście, runo leśne w Promnie eksploduje kolorem. Fioletowe przylaszczki, białe zawilce, różowe kokoryce – wszystko naraz, w jednym tygodniu, jakby las chciał powiedzieć wszystko, zanim korony drzew zamkną mu usta na resztę roku.
Park Krajobrazowy Promno to jeden z najlepiej strzeżonych sekretów Wielkopolski. Leży trzydzieści kilometrów na wschód od Poznania, między Pobiedziskami a Kostrzyn, i jest jednym z najmniejszych parków krajobrazowych w Polsce. Jego powierzchnia – niecałe dwa tysiące hektarów plus otulina – mieści się w kieszeni w porównaniu z wielkimi parkami krajobrazowymi. Ale to, co Promno traci na rozmiarze, nadrabia koncentracją. Na tych skromnych hektarach zmieściły się trzy rezerwaty przyrody, drzewostany liczące sto pięćdziesiąt lat, rośliny owadożerne i jedno z największych w Wielkopolsce stanowisk rzadkiego drzewa, o którym większość ludzi nigdy nie słyszała.
Krajobraz po lodowcu
Kto wchodzi w lasy Promna po raz pierwszy, może się zdziwić. Teren faluje – pagórki, zagłębienia, wąwozy, strome zbocza nad jeziorami. To nie są góry, ale rzeźba terenu jest tak wyraźna, że miejscami naprawdę o nich przypomina. Wszystko to zostawił po sobie lodowiec, który w trakcie stadiału poznańskiego zlodowacenia bałtyckiego zatrzymał się właśnie tutaj, usypując moreny czołowe i denne, a po cofnięciu – zostawiając rynny wypełnione wodą.
Te rynny to dziś jeziora – Dębiniec, Brzostek, Drążynek i kilka mniejszych oczek śródleśnych. Każde z nich ma inny charakter. Drążynek – otoczony torfowiskiem przejściowym, na którym rosną rośliny, które w nizinnej Wielkopolsce nie mają prawa się pojawić. Dębiniec – głębsze, ciemniejsze, z wodą koloru herbaty i brzegami porośniętymi olszą czarną (Alnus glutinosa). A między jeziorami – las, który opowiada swoją historię bez potrzeby tablic informacyjnych.
Grąd, który ma sto pięćdziesiąt lat
Rezerwat Las Liściasty w Promnie został utworzony w 1954 roku – to jeden z najstarszych rezerwatów leśnych w Wielkopolsce. Ma zaledwie sześć hektarów powierzchni, ale na tych sześciu hektarach zachował się fragment grądu środkowoeuropejskiego (Galio sylvatici-Carpinetum betuli), który nie ma odpowiednika w szerokim promieniu. Drzewa – dęby szypułkowe i graby pospolite – mają ponad sto pięćdziesiąt lat. Niektóre starsze opracowania uważają ten drzewostan za naturalny, choć brak drzew znacznie starszych i zbliżony wiek wielu pni budzi wątpliwości – być może las odrósł po wcześniejszym wyrębie, ale zrobił to tak doskonale, że dziś wygląda jak reliktem dawnej Wielkopolski.
Prawdziwą gwiazdą rezerwatu jest jednak runo – to, co rośnie pod koronami drzew. I tu pojawia się zjawisko, które botanicy nazywają aspektem wiosennym. Polega ono na tym, że wiele gatunków runa kwitnie jednocześnie wczesną wiosną, zanim na drzewach pojawią się liście. Dopóki korony grabów i dębów są przeźroczyste, do dna lasu dociera pełne słońce. Rośliny runa wykorzystują tę szczelinę w kalendarzu z desperacją – w ciągu kilku tygodni muszą wykiełkować, zakwitnąć, zapylić się i zawiązać nasiona, zanim baldachim liści odcieni im światło na resztę sezonu.
Efekt jest spektakularny. Zawilec gajowy (Anemone nemoroides) tworzy białe dywany. Przylaszczka pospolita (Hepatica nobilis) dodaje intensywny fiolet. Kokorycz pusta (Corydalis cava) – delikatne grona różowych i białych kwiatów. Miodunka ćma (Pulmonaria obscura) – niebieskie i różowe dzwoneczki na jednej łodydze. Fiołki, kopytnik pospolity (Asarum europaeum), miodownik melisowaty (Melittis melissophyllum) – lista ciągnie się dalej. A wśród nich – gatunki chronione, takie jak lilia złotogłów (Lilium martagon) i wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum), którego różowe kwiaty pojawiają się na gołych jeszcze gałązkach już w marcu, zanim większość ludzi zdąży zauważyć, że wiosna się zaczęła.
Drzewo, którego nikt nie zna
W lasach wokół jeziora Drążynek i w okolicach Nowej Górki rośnie drzewo, które jest jednym z najbardziej zagrożonych w Polsce – jarząb brekinia (Sorbus torminalis). To niewielkie drzewo lub wysoki krzew z rodziny różowatych, o charakterystycznych klapowanych liściach przypominających nieco liście klonu. Jesienią przebarwia się na intensywne pomarańcze i czerwienie, a jego drobne, brunatne owoce – tak zwane brekinie – były kiedyś zbierane i jedzone, choć dziś mało kto o nich pamięta.
Jarząb brekinia potrzebuje lasów liściastych z bogatym podszyciem – dokładnie takich, jakie zachowały się w Promnie. Jest gatunkiem ciepłolubnym, preferuje nasłonecznione skraje lasów i południowe zbocza, których w pofałdowanym terenie Parku nie brakuje. Jego obecność w Promnie jest biologicznym dowodem na to, że te lasy mają charakter zbliżony do naturalnego – brekinia nie rośnie w monokulturach sosnowych ani w lasach zdegradowanych. Rośnie tam, gdzie las jest sobą.
Park Krajobrazowy Promno jest jednym z niewielu miejsc w Wielkopolsce, gdzie jarząb brekinia występuje w populacji na tyle licznej, żeby mieć szansę na przetrwanie. Dlatego las w Promnie nie potrzebuje tablicy z napisem „cenny przyrodniczo” – wystarczy, że rośnie w nim drzewo, którego obecność mówi więcej niż jakikolwiek napis.
Owadożerne pułapki i ślimaczy raj
Przy jeziorze Kazanie, w jednym z torfowiskowych zagłębień, czeka na odwiedzających niespodzianka, która nie pasuje do wielkopolskiego krajobrazu. Na wilgotnym torfie rosną dwa gatunki rosiczek – okrągłolistna (Drosera rotundifolia) i długolistna (Drosera anglica). Te niepozorne rośliny, o liściach pokrytych lepkimi włoskami, polują na owady – łapią je, trawią i wchłaniają azot, którego ubogi torf nie jest w stanie im dostarczyć. To strategia przetrwania w środowisku tak ekstremalnym, że zwykłe rośliny po prostu głodują.
Obok rosiczek, na torfowisku nakredowym koło jeziora Kazanie, rośnie storczyk lipiennik Loesela (Liparis loeselii) – jeden z najrzadszych storczyków w Polsce, objęty ochroną europejską. A nad jeziorami Drążynek i Dębiniec rozciągają się dwa największe w Wielkopolsce stanowiska kłoci wiechowatej (Cladium mariscus) – twardej, ciętej trawy, która tworzy gęste zarośla na brzegach jezior.
Rezerwat Las Liściasty w Promnie został powołany nie tylko dla drzew i kwiatów – jego celem jest również ochrona stanowisk rzadkich gatunków ślimaków. To mniej efektowny bohater niż dąb czy rosiczka, ale równie ważny. Ślimaki leśne – małe, często niepozorne, żyjące w ściółce i na pniach drzew – są świetnymi wskaźnikami jakości środowiska. Ich obecność potwierdza, że grąd w Promnie zachował naturalną strukturę i wilgotność, bez której te delikatne organizmy nie przetrwałyby.
Na nogach i z kijkami
Przez Park Krajobrazowy Promno przebiegają dwa szlaki piesze – zielony i niebieski – oraz dwa szlaki rowerowe, w tym fragment EuroVelo numer 2 i numer 9. Dla miłośników nordic walking gmina Pobiedziska przygotowała trzy oznakowane trasy – żółtą, fioletową i czerwoną. Ścieżka przyrodniczo-leśna w Jeziercach, w otulinie parku, to krótka pętla (dwa i siedem dziesiątych kilometra lub trzy i siedem dziesiątych kilometra) prowadząca wokół jezior, z drewnianymi pomostami pomagającymi pokonać bagna i rozlewiska.
Rezerwat Las Liściasty w Promnie jest dostępny wyłącznie szlakami – obowiązuje ścisły zakaz schodzenia z wyznaczonych tras. Wąskie leśne ścieżki mogą stanowić wyzwanie dla wózków dziecięcych, ale nie są niemożliwe do pokonania. Rezerwaty Jezioro Drążynek i Jezioro Dębiniec mają punkty widokowe, z których można obserwować taflę wody i ptaki – żurawie (Grus grus), czaple siwe, perkozy, kanię rudą (Milvus milvus) i błotniaka stawowego.
Najlepszym punktem wypadowym jest stacja kolejowa Promno, położona tuż za północną granicą parku. Pociąg z Poznania jedzie niecałe pół godziny. Brak biletu wstępu, brak ogrodzenia, brak godzin otwarcia – las przyjmuje gości o każdej porze, pod warunkiem, że zostaną na ścieżkach i zabiorą ze sobą wszystko, z czym przyszli.
Las, który nie potrzebuje tłumacza
Tytuł tego artykułu nie jest przypadkowy. W Promnie las naprawdę tłumaczy się sam – pod warunkiem, że ktoś chce słuchać. Sto pięćdziesięcioletni grąd mówi o tym, jak wyglądała Wielkopolska, zanim człowiek zamienił większość lasów w pola i sosnowe plantacje. Jarząb brekinia mówi o tym, że ten las zachował warunki, których inne lasy dawno nie mają. Rosiczki mówią o ubóstwie gleby, które paradoksalnie jest bogactwem – bo chroni torfowisko przed inwazją roślin pospolższych. A ślimaki mówią o wilgotności, temperaturze i jakości ściółki rzeczami, których nie zmierzy żaden przyrząd.
Kto przyjeżdża do Promna na godzinę, zobaczy ładny las. Kto przyjeżdża na cztery godziny – zacznie rozumieć, dlaczego ten konkretny las przetrwał, gdy tysiące innych padły pod piłą. A kto wróci tu w kwietniu, kiedy runo wybuchnie aspektem wiosennym, ten zobaczy coś, co naprawdę trudno zobaczyć gdzie indziej w Wielkopolsce – las, który na kilka tygodni staje się kwiatowym dywanem, a potem zamyka się w cieniu koron i czeka spokojnie na następną wiosnę.
