Las pod Promnem – grzyby, mchy i cisza za 30 złotych paliwa

Trzydzieści kilometrów na wschód od Poznania, za Pobiedziskami, droga wjeżdża w las i nagle robi się cicho. Nie cicho w sensie „mniej samochodów”. Cicho w sensie – słyszysz, jak liść spada na ściółkę. Park Krajobrazowy Promno zaczyna się bez ostrzeżenia i bez fanfar.

Kiedy mówisz komuś w Poznaniu „jadę do lasu pod Promno”, najczęstsza reakcja to uniesione brwi i pytanie „a to gdzie?”. Park Krajobrazowy Promno nie ma rozpoznawalności Puszczy Zielonki ani prestiżu Wielkopolskiego Parku Narodowego. Leży na uboczu, między Pobiedziskami a Kiszkowem, w krajobrazie pagórków morenowych i pól uprawnych. Nie ma tu ani jednego jeziora z plażą, ani jednej restauracji z widokiem. Jest za to las – stary, cichy, pachniący żywicą i grzybami.

Las na pagórkach

Park Krajobrazowy Promno to nieco ponad cztery tysiące hektarów lasu i pól, rozciągających się na falistym terenie moreny dennej. Rzeźba terenu jest subtelna – nie ma tu spektakularnych wzniesień, ale ciągłe, łagodne fale pagórków i obniżeń nadają krajobrazowi głębię i zmienność. Idąc leśną ścieżką, co chwilę wchodzisz i schodzisz, mijasz suche, piaszczyste grzbiety porośnięte sosnami i wilgotne doliny z olchami i brzozami. Ta zmienność terenu przekłada się na zmienność siedlisk, a ta z kolei – na bogactwo gatunków.

Drzewostan jest mieszany, ale z wyraźną dominacją sosny. Miejscami rosną stare dęby, graby i buki, tworzące fragmenty lasu zbliżonego do naturalnego grądu. W podszyciu – czeremcha zwyczajna, kalina, leszczyna. Na dnie lasu – mchy, paprocie, borówka czernica. Jesienią – grzyby. Bardzo dużo grzybów.

Królestwo grzybiarza

Las pod Promnem to jedno z tych miejsc, o których grzybiarze mówią szeptem i nie podają dokładnych lokalizacji. Siedliska są tu zróżnicowane na tyle, że na stosunkowo małym obszarze można znaleźć borowiki, podgrzybki, maślaki, koźlarze, a w dobrym roku – nawet rydze. Bory sosnowe na piaszczystych wzniesieniach to królestwo maślaków; lasy mieszane z dębami i bukami wydają borowiki; brzeziny na skraju mokradeł obfitują w koźlarze.

Grzyby to nie tylko jedzenie – to wskaźnik zdrowia lasu. Grzyby mykoryzowe, te które tworzą symbiozę z korzeniami drzew, wymieniając wodę i sole mineralne w zamian za cukry, są kluczowe dla funkcjonowania ekosystemu leśnego. Bez grzybów drzewa rosłyby wolniej, byłyby słabsze, podatniejsze na choroby. Kiedy więc zbierasz borowika spod sosny, zbierasz owocnik organizmu, który podziemną siecią grzybni łączy korzenie drzew na przestrzeni setek metrów kwadratowych. Naukowcy nazywają to „leśnym internetem” – i w Promnie działa on wyjątkowo sprawnie.

Mchy – zielony dywan, który żyje

W wilgotniejszych fragmentach lasu pod Promnem ściółka ustępuje miejsca mchom. Zielone, gęste, sprężyste pod stopą poduszki pokrywają ziemię, pnie drzew, kamienie. Mszaki – bo tak poprawnie nazywa się tę grupę roślin – to jedne z najstarszych roślin lądowych na Ziemi. Ich przodkowie wyszli z wody na ląd ponad czterysta milionów lat temu, na długo przed pojawieniem się pierwszych drzew.

Mchy nie mają korzeni – przyczepiają się do podłoża chwytnikami i pobierają wodę całą powierzchnią ciała. Dlatego są tak wrażliwe na zanieczyszczenie powietrza i zmiany wilgotności. Bogaty, zróżnicowany mszakostan w lesie to znak, że ekosystem jest w dobrej formie. W Promnie mchy tworzą grube, miękkie dywany, na których jesienią wyrasta kolejna generacja grzybów, a wiosną – delikatne kwiaty fiołka leśnego i zawilca.

Zwierzęta cichego lasu

Promno nie jest parkiem, w którym spotkasz spektakularną megafaunę. Nie ma tu żubrów, nie ma wilków, nie ma łosi. Ale jest tu pełno życia na mniejszą skalę – takiego, które wymaga uwagi i cierpliwości. Dzięcioł duży stuka w suchą sosnę. Kowalik biega po pniu głową w dół, jedyny europejski ptak, który tak potrafi. Mysikrólik – najmniejszy ptak Europy, ważący pięć gramów – świergocze w koronach świerków tak cicho, że trzeba wstrzymać oddech, żeby go usłyszeć.

Na leśnych drogach widać ślady saren i lisów. W obniżeniach terenu, gdzie po deszczu stoi woda, słychać kumkanie ropuch. Wieczorem, na granicy lasu i pola, latają nietoperze – borowce wielkie, które polują wysoko nad koronami, i karliki, które ślizgają się wzdłuż krawędzi zarośli. Las pod Promnem to nie safari – to spacer, podczas którego nagroda czeka na tych, którzy patrzą uważnie i chodzą cicho.

Leśne letnisko z historią

Wieś Promno, leżąca na skraju parku, ma tradycje letniskowe sięgające dwudziestolecia międzywojennego. Już wtedy poznaniacy przyjeżdżali tu na wypoczynek, wynajmując pokoje u gospodarzy i spędzając dni na leśnych spacerach. Ta tradycja przetrwała – okolica jest spokojna, zabudowa rzadka, a las zaczyna się za ostatnimi płotami. To miejsce, które nie zmieniło się tak bardzo jak inne podmiejskie lasy, gdzie osiedla podchodzą pod same drzewa.

Z Promna warto wyruszyć na pieszy spacer w głąb parku, kierując się na południe, w stronę wzgórz morenowych. Teren jest pagórkowaty, ale łagodnie – nie wymaga kondycji, wymaga za to butów z grubszą podeszwą, bo ścieżki bywają piaszczyste i nierówne. Wiosną, kiedy las jest jeszcze prześwietlony przed rozwojem liści, widać daleko między pniami. Jesienią, po pierwszych przymrozkach, ściółka chrzęści pod stopami, a powietrze pachnie mokrym drewnem i grzybami.

Jak tu dotrzeć

Z Poznania do Promna jedzie się krajową piątką w kierunku Gniezna, skręcając na Pobiedziska. Stamtąd drogą lokalną na wschód, około dziesięciu minut. Paliwo na trasę w obie strony – przy dzisiejszych cenach – zamknie się w trzydziestu złotych. To jeden z najtańszych wypadów do lasu, jakie można sobie wyobrazić z Poznania. Parking jest nieformalny – zatoka przy leśnej drodze, kilka miejsc. Nie ma tu infrastruktury turystycznej, nie ma kawiarni, nie ma toalet. Jest las. Czysty, cichy i nikogo w nim nie ma. Za trzydzieści złotych paliwa trudno kupić coś lepszego.

Las pod Promnem nie jest najpiękniejszy. Nie jest najstarszy. Nie jest największy. Jest za to najbliższy temu, czego szukamy, kiedy mówimy „chcę na chwilę do lasu” – i co mamy na myśli, to nie szlak z tablicami, tylko cisza, ściółka pod stopami i poczucie, że na godzinę zniknęliśmy z mapy.