Stoisz przed drzewem, którego pień ma dziewięć metrów w obwodzie. Kora spękana jak wysuszona ziemia, konary grube jak pnie innych drzew, korona rozłożysta jak dach kościoła. To Rus – najstarszy dąb w Polsce, który według badań dendrochronologicznych ma ponad osiemset lat. Kiedy on był młodym drzewkiem, Bolesław Wstydliwy panował nad Polską.
Do Rogalina jest dwadzieścia kilometrów z Poznania, na południe, w stronę Warty. Droga prowadzi przez Mosinie i Rogalinek, wśród pól i łąk, które nie zapowiadają tego, co za chwilę zobaczysz. A potem, za zakrętem, pojawia się aleja kasztanowców, za nią brama pałacu Raczyńskich, a za pałacem – park. I dęby.
Lech, Czech i Rus – trzy imiona, jedna legenda
Najsłynniejsze dęby rogalińskie to trzy drzewa rosnące na polanie w angielskiej części parku. Noszą imiona legendarnych braci – Lech, Czech i Rus – protoplastów trzech słowiańskich narodów. Legenda mówi, że trzej bracia polowali w tutejszych kniejach, a pewien starzec, strażnik świętego gaju, nazwał trzy młode dęby ich imionami. Piękna historia, choć biologicznie wątpliwa – dęby mają od pięciuset do ośmiuset pięćdziesięciu lat, a legenda o Lechu, Czechu i Rusie opisuje czasy znacznie wcześniejsze.
Ale nie o ścisłość historyczną tu chodzi. Chodzi o to, że staniesz przed Rusem – dębem o obwodzie dziewięciuset trzydziestu centymetrów, najstarszym dębem w Polsce – i poczujesz coś, czego nie da się opisać w artykule. Skalę czasu. Kiedy to drzewo było sadzonką, nie było jeszcze Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kiedy miało sto lat, Polska wchodziła w epokę Kazimierza Wielkiego. Kiedy miało trzysta – Kopernik formułował heliocentryczną teorię. A ono rosło. Rosło przez czarną śmierć, przez potop, przez rozbiory, przez dwie wojny światowe. I rośnie nadal.
Czech nie żyje, Lech się złamał
Nie wszystkie trzy dęby przetrwały w pełni sił. Czech obumarł w 1992 roku – tego samego roku, w którym rozpadła się Czechosłowacja, co wywołało falę komentarzy o złowróżbnych zbieżnościach. Jego martwy pień wciąż stoi na polanie, ogromny i pozbawiony liści, jak pomnik tego, czym był. Lech kilka lat temu częściowo się złamał – potężny fragment korony runął na ziemię i leży obok pnia, powoli rozkładając się w trawie. Ale drzewo żyje. Dendrolodzy i chirurdzy drzew pracują nad jego ratowaniem, zabezpieczając rany, podpierając osłabione konary.
Rus, najstarszy z trójki, jest w najlepszej kondycji. Naukowcy z Instytutu Dendrologii Polskiej Akademii Nauk w Kórniku pobrali jego materiał genetyczny i sklonowali go metodą in vitro. Gdzieś w laboratorium rośnie genetyczna kopia dębu, który pamięta średniowiecze. To polisa ubezpieczeniowa na wypadek, gdyby oryginał nie przetrwał.
Dwa tysiące dębów i jeden chrząszcz
Lech, Czech i Rus to celebryci, ale w Rogalinie rośnie ich znacznie więcej. W 1992 roku zinwentaryzowano tysiąc czterysta trzydzieści pięć dębów o obwodzie pnia przekraczającym dwa metry. Ponad osiemset z nich uznano za pomniki przyrody. To największe w Europie naturalne skupisko pomnikowych dębów szypułkowych. Rosną nie tylko w parku przy pałacu, ale też na łąkach łęgowych wzdłuż Warty, wśród starorzeczy i mokradeł – krajobraz, który jesienią, we mgle, wygląda jak scena z gotyckiego obrazu.
Na dębach żeruje kozioróg dębosz – wielki chrząszcz z rodziny kózkowatych, objęty ścisłą ochroną, wpisany do polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Jego larwy wygryzają w drewnie korytarze o długości metra, żywiąc się tkankami drzewa przez kilka lat, zanim przepoczwarzą się w dorosłego owada. Kozioróg to paradoks ochrony przyrody: jest gatunkiem chronionym, ale niszczy chronione drzewa. Rozwiązanie, jakie przyjęto w Rogalinie, ma charakter salomonowy – drzewa są wzmacniane i pielęgnowane metodami nieszkodliwymi dla owadów, a z reprezentatywnych okazów dębów tworzy się sadzonki do odbudowy pierwotnych lasów.
Łęgi – dębowe królestwo nad Wartą
Żeby zrozumieć, dlaczego w Rogalinie rośnie tyle dębów, trzeba zrozumieć, czym są łęgi. Las łęgowy to las rosnący na terenach zalewowych – miejscach, które okresowo są podtapiane przez rzekę. Warta, płynąca tuż za parkiem, regularnie wylewała, zasilając glebę wodą i żyznymi osadami. Dąb szypułkowy radzi sobie w takich warunkach doskonale – ma rozbudowany system korzeniowy, który pozwala mu przetrwać zarówno podtopienia, jak i letnie susze.
Problem w tym, że regulacja koryta Warty i budowa zbiorników retencyjnych sprawiły, że rzeka przestała wylewać. Łęgi wysychają. Poziom wód gruntowych spada. Dęby, które przez stulecia rosły w warunkach okresowej obfitości wody, teraz zmagają się z chronicznym niedostatkiem. To, w połączeniu ze zmianami klimatycznymi – cieplejszymi latami, mniejszymi opadami – sprawia, że rogalińskie dęby potrzebują coraz więcej ludzkiej pomocy, żeby przetrwać.
Pałac, galeria, mauzoleum – kontekst ludzki
Dęby rogalińskie rosną w otoczeniu ludzkiej historii. Pałac Raczyńskich – późnobarokowa rezydencja z elementami klasycystycznymi – został wzniesiony w drugiej połowie osiemnastego wieku przez Kazimierza Raczyńskiego, starostę generalnego Wielkopolski. W galerii pałacowej wiszą obrazy – w tym płótna autorstwa mistrzów europejskiego malarstwa. Neoklasycystyczne mauzoleum świętego Marcelina, wzorowane na rzymskich świątyniach, stoi w parku jak biały sen architekta o antyczności.
Ale to dęby, nie pałac, są powodem, dla którego ludzie tu wracają. Pałac można obejrzeć w godzinę. Dęby oglądasz za każdym razem inaczej – bo za każdym razem światło pada pod innym kątem, bo za każdym razem inny konar się złamał lub inny liść spadł, bo za każdym razem masz inne oczy, inne nastawienie i inny dzień za sobą.
Kiedy i jak przyjechać
Do Rogalina najłatwiej dojechać z Poznania drogą 431 przez Mosinę. Park pałacowy jest otwarty dla zwiedzających, wstęp na teren parku z dębami jest bezpłatny. Najpiękniej jest tu wczesną jesienią, kiedy liście żółkną i las łęgowy płonie kolorami, albo wiosną, kiedy dęby pokrywają się świeżą zielenią i łęgi są jeszcze wilgotne od roztopów.
Ale jeśli chcesz zobaczyć naprawdę niezapomniane Rogalin, przyjedź o świcie. Najlepiej od strony Rogalinka, z parkingu przy kościele. Stamtąd do pierwszych dębów na łęgach jest dwadzieścia minut spaceru. Weź kalosze – rosa zrobi swoje niezależnie od pory roku. I idź powoli, bo te drzewa nigdzie się nie spieszą. Osiemset lat na jednym miejscu uczy cierpliwości.
Rogalińskie dęby są jak starcy siedzący na ławce w parku – widziały wszystko, pamiętają więcej niż ktokolwiek z nas i nie mają potrzeby, żeby o tym opowiadać. Wystarczy przy nich postać.


