Dojca koło Sierakowa – mikrorzeka, makrożycie

Czterdzieści dwa kilometry wody, która nie próbuje imponować. Dojca płynie tak cicho, że większość mieszkańców okolicznych wsi nie potrafi wskazać, gdzie dokładnie biegnie jej koryto. A mimo to – właśnie w tej ciszy rozgrywa się jedno z najciekawszych przyrodniczych przedstawień zachodniej Wielkopolski.

Podmokłe łąki w okolicach Kąkolewa nie wyglądają jak miejsce narodzin rzeki. Nie ma tu źródła obudowanego kamieniami, żadnej tabliczki, żadnego romantycznego bijącego spod ziemi strumienia. Dojca zaczyna się tak, jak zaczyna się wiele nizinnych rzek – nieśmiało, z ociąganiem, z połączenia kilku bezimiennych strumyków sączących się przez piaszczyste podłoże sandru nowotomyskiego. Dopiero po kilku kilometrach zbiera się na tyle wody, żeby zasłużyć na miano cieku.

Rzeka, która nie mieści się w jednej historii

Dojca to rzeka o długości niespełna 43 kilometrów, z powierzchnią zlewni wynoszącą niecałe 291 kilometrów kwadratowych. Prawobrzeżny dopływ Północnego Kanału Obry – tak brzmi jej suchy, hydrologiczny życiorys. Ale ten życiorys nie mówi nic o tym, co naprawdę w niej fascynuje.

Jej dorzecze to w większości tereny zalesione, z niewielkim udziałem pól uprawnych. Przepływa przez cztery jeziora – Brajec, Wioska, Wolsztyńskie i Berzyńskie – każde o innym charakterze i każde z własnym zestawem mieszkańców. Jezioro Wolsztyńskie, płytkie jak talerz z zupą (średnia głębokość ledwie dwa metry), jest jednym z najlepiej znanych akwenów w okolicy. Ale mało kto wie, że to właśnie Dojca je karmi i to właśnie jej rozlewiska przy tym jeziorze są obszarem chronionym pod względem przyrodniczym.

Geologia zapisana w meandrach

Żeby zrozumieć Dojcę, trzeba cofnąć się o kilkanaście tysięcy lat. Powstała z wód topniejącego lądolodu, który odchodząc na północ zostawił po sobie ogromne ilości piasku, żwiru i gliny. Ten materiał uformował sandry – płaskie, piaszczyste równiny, które dziś pokrywają się lasami sosnowymi i wrzosowiskami. Dojca odwadnia właśnie ten sandr. Jest, jak mówią geomorfolodzy, rzeką niedożywioną – jej dolina jest nieproporcjonalnie szeroka w stosunku do ilości wody, którą dziś niesie. Jedno z ramion jej lewobrzeżnego dopływu ma zaledwie pół metra szerokości, a dolina, przez którą płynie, wcina się w pagórki wydmowe na szerokość blisko pięćdziesięciu metrów. To ślad po rzece, która kilkanaście tysięcy lat temu niosła osiemdziesiąt razy więcej wody niż dziś.

Dawne koryto widać w meandrach – podkowiastych zakolach, które Dojca wygina z gracją tancerki. W każdym zakolu nurt podkopuje brzeg wklęsły, a na brzegu wypukłym odkłada piasek. Z biegiem lat meandry wędrują, stare odcinają się od głównego nurtu i zarastają, tworząc starorzecza – podmokłe, porośnięte mchem i turzycami zagłębienia, w których roi się od żab, ważek i ślimaków. Właśnie te starorzecza są biologicznym skarbem Dojcy.

Wydmy paraboliczne i torfowiska – sąsiedztwo, które nie powinno istnieć

Wzdłuż doliny Dojcy ciągną się wydmy paraboliczne. Te piaszczyste wzgórza, uformowane przez wiatr kilka tysięcy lat temu, wyglądają jak miniaturowe Sahary ukryte pod koronami sosen. Tuż obok nich, w obniżeniach terenu, leżą torfowiska przejściowe – mokre, gąbczaste i pełne życia. Sąsiedztwo wydmy i torfowiska to kontrast, jakiego nie spotyka się często. Suche, piaszczyste wzniesienie dzieli od mokrego, kwaśnego bagna dosłownie kilkanaście kroków.

Na jednym z torfowisk w okolicach rezerwatu przyrody Bagno Chorzemińskie Dojca spowalnia do prędkości spacerującego człowieka. Woda nabiera brunatnego koloru od kwasów humusowych wypłukiwanych z torfu. Na powierzchni unoszą się drobne owady, a między kępami mchów torfowców polują pająki. To miejsce, w którym czas płynie inaczej – wolniej, gęściej, jakby sam krajobraz namawiał do zatrzymania się.

Życie na granicy widzialności

Dojca nie jest rzeką, w której złowisz rekordowego szczupaka. Jej wody są zbyt płytkie, zbyt ciepłe latem i zbyt ubogie w tlen, żeby utrzymać duże ryby. Ale to nie znaczy, że jest martwa – wręcz przeciwnie. Mikroświat Dojcy jest zaskakująco bogaty. W jej piaszczystym dnie żyją larwy jętek i chruścików, na powierzchni ślizgają się nartniki, a w zaroślach nadrzecznych gniazdują pliszki górskie – ptaki, które w teorii wolą górskie potoki, ale tu, na nizinie, znalazły warunki na tyle podobne, żeby zostać.

W rozlewiskach przy Jeziorze Wolsztyńskim Dojca tworzy mozaikę siedlisk: płycizny porośnięte pałką wodną, głębsze miejsca z grążelami żółtymi, podmokłe łąki z ostrożeniem błotnym. To raj dla ptaków siewkowych, które wiosną zakładają tu gniazda, i dla płazów – ropucha szara składa w tych wodach swoje sznury skrzeku, a kumak nizinny wydaje wieczorami charakterystyczny, melancholijny głos.

Rzeka, która wysycha

Dojca się zmienia, i nie na lepsze. Z cieku perenialnego – takiego, który płynie przez cały rok, zasilany wodami podziemnymi – powoli przekształca się w rzekę periodyczną, płynącą tylko w określonych porach roku. Przepływ spada z dekady na dekadę. Przyczyny są złożone: obniżający się poziom wód gruntowych, melioracje przeprowadzone w minionych dziesięcioleciach, zmieniający się klimat z coraz cieplejszymi i suchszymi latami.

To problem, który dotyczy wielu małych rzek Wielkopolski, ale w przypadku Dojcy jest szczególnie widoczny. Rzeka, która powstała z wód lodowcowych niosących potężne objętości, dziś miejscami zamienia się latem w łańcuch kałuż połączonych cienkim strumyczkiem. Mieszkańcy okolicznych wsi mówią, że jeszcze dwadzieścia lat temu Dojca przy Wolsztynie miała metr głębokości tam, gdzie dziś ledwo zwilża podeszwy butów.

Jak znaleźć Dojcę

Najłatwiej dotrzeć do Dojcy od strony Wolsztyna. Z miasta trzeba kierować się na północny wschód, w stronę Jeziora Wolsztyńskiego. Rozlewiska rzeki ciągną się wzdłuż zachodniego i północnego brzegu jeziora. Dobry punkt wejścia to okolice Skansenu Budownictwa Ludowego Zachodniej Wielkopolski, skąd prowadzi ścieżka spacerowa nad brzeg. Warto mieć ze sobą kalosze – teren bywa podmokły nawet latem.

Dla bardziej ambitnych – górny bieg Dojcy, w okolicach Kąkolewa i sandru nowotomyskiego, oferuje zupełnie inny krajobraz. Tu rzeka jest wąskim strumykiem między wydmami, a las sosnowy pachnie żywicą. Nie ma tu szlaków turystycznych, nie ma oznaczeń, nie ma innych ludzi. Jest za to coś, czego nie kupisz w żadnym sklepie z pamiątkami: poczucie, że odkryłeś miejsce, o którym wie garstka okolicznych grzybiarzy i nikt więcej.

Dojca nie walczy o uwagę. Nie ma wodospadów, nie ma malowniczych mostków, nie ma kawiarni nad brzegiem. Ma za to coś cenniejszego – autentyczność małej, nizinnej rzeki, która od tysięcy lat robi swoje. I która powoli przegrywa z suszą. Kto wie – może za kilkadziesiąt lat ktoś napisze o niej artykuł w czasie przeszłym. Dziś jeszcze płynie.