Buczyna Szprotawska – dlaczego stary las brzmi inaczej niż młody

Wchodzisz z monotonnego boru sosnowego w las bukowy i w ciągu jednego kroku zmienia się wszystko. Światło mięknie. Powietrze gęstnieje. Dźwięki się tłumią. Stopy trafią na wilgotną, sprężystą glebę zamiast suchego igliwia. To Buczyna Szprotawska – stupięćdziesięciohektarowy rezerwat na skraju Borów Dolnośląskich, w którym drzewa mają po sto sześćdziesiąt lat i pamiętają czasy, gdy Bismarck jednoczył Niemcy.

Rezerwatem zarządza nadleśnictwo leżące w województwie lubuskim, daleko od Wielkopolski. Ale każdy, kto jeździ na zachód drogą dwunastką, przejeżdża obok – i każdy, kto choć raz tu zaglądnął, wraca. Bo Buczyna Szprotawska to nie jest zwykły rezerwat. To doświadczenie sensoryczne – las, który odczuwasz całym ciałem, nie tylko oczami.

Sanatorium tlenowe

Tak nazywają ten las miejscowi – i mają do tego podstawy. Buk pospolity należy do drzew produkujących największe ilości tlenu. Sto sześćdziesiąt lat buczyny, z drzewami o pniach grubych jak beczki i koronami tak gęstymi, że latem do dna lasu dociera ledwie kilka procent światła, tworzy atmosferę, w której oddycha się inaczej. Głębiej. Pełniej. Niektórzy mówią o efekcie relaksacyjnym, inni – o odczuwalnym wzroście energii. Nauka jest ostrożna, ale przyznaje, że wyższa koncentracja tlenu i fitoncydów – lotnych substancji wydzielanych przez drzewa – ma pozytywny wpływ na układ oddechowy i nerwowy.

Szprotawianie znali ten efekt na długo przed tym, zanim naukowcy zaczęli mówić o „kąpielach leśnych”. Pod koniec osiemnastego wieku, w sercu rezerwatu, wzniesiono wiatę odpoczynkową – masywną drewnianą konstrukcję wspartą na okrągłych belach, pod dachem wystarczająco dużym, by pomieścić kilkadziesiąt osób. Obok postawiono letnią kuchnię. W dziewiętnastym wieku organizowano tu wielkie festyny miejskie przy lampionach – trzy tysiące ludzi bawiło się pod bukami, jedząc z kotła i tańcząc na leśnej polanie do późnej nocy. Wiata stoi do dziś. Jest jednym z nielicznych tego typu zabytków w regionie.

Dlaczego stary las brzmi inaczej

Tu dochodzimy do sedna – do pytania, które nosi w sobie tytuł tego artykułu. Dlaczego las bukowy o drzewach stuletni i starszych brzmi inaczej niż młody las sosnowy, z którego przed chwilą wyszedłeś?

Po pierwsze – struktura. Młody las sosnowy jest gęsty i niski. Drzewa stoją ciasno, ich korony zaczynają się nisko nad ziemią, a podszyt jest ubogi. Dźwięk w takim lesie odbija się od pni i igieł, rozprasza, gubi. Stary las bukowy ma strukturę halową – grube pnie wznoszą się jak kolumny katedry, a korony zaczynają się wysoko, tworząc zwarty dach z liści. Dno lasu jest otwarte, pokryte warstwą butwiejących liści. Dźwięk w takiej przestrzeni zachowuje się jak w sali koncertowej – odbija się od sklepienia koron, rezonuje między pniami, niesie się daleko i czysto. Słyszysz dudka z odległości, z której w borze sosnowym nie usłyszałbyś nawet dzięcioła.

Po drugie – materiał akustyczny. Igły sosnowe na ziemi tworzą suchą, szeleszczącą warstwę, która przy każdym kroku wydaje ostry dźwięk. Liście bukowe, zwłaszcza wilgotne, są miękkie i tłumią kroki. Idziesz po nich niemal bezszelestnie. A kiedy ty milczysz, las mówi – szeptem wiatru w koronach, cichym kapaniem wody z gałęzi, odgłosami zwierząt, które nie wiedzą, że jesteś.

Po trzecie – cisza tła. Stary las bukowy, z jego gęstym dachem koron, jest naturalną barierą akustyczną. Tłumi hałas z zewnątrz – ruch drogowy, samoloty, maszyny rolnicze. Wnętrze buczyny jest akustyczną wyspą, odizolowaną od świata za ścianą liści. To dlatego czujesz, że tu jest „ciszej” – bo faktycznie jest mniej szumu tła.

Popielica – gryzoń, który śpi siedem miesięcy

Do najciekawszych mieszkańców Buczyny Szprotawskiej należy popielica – gryzoń z rodziny pilchowatych, wpisany do polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Popielica wygląda jak miniaturowa wiewiórka z ogromnym, puszystym ogonem i dużymi, ciemnymi oczami. Żyje w dziuplach starych buków, żywi się nasionami, owocami i pączkami drzew – a siedem miesięcy w roku spędza w hibernacji. Od października do maja śpi zwinięta w kłębek w dziupli lub gnieździe z liści, utrzymując temperaturę ciała ledwie kilka stopni powyżej zera.

Popielica potrzebuje starych lasów z dużą ilością dziupli. Właśnie dlatego Buczyna Szprotawska jest dla niej ostatnią przystanią w regionie – tu drzewa są wystarczająco stare, żeby mieć naturalne dziuple, i wystarczająco zdrowe, żeby produkować nasiona, którymi popielica się żywi. Ścieżka dydaktyczna prowadząca przez rezerwat nosi nazwę „Popielica” – i choć szansa na spotkanie z samym gryzoniem jest minimalna (popielica jest zwierzęciem nocnym i niezwykle płochliwym), to spacer trasą tej ścieżki pozwala zobaczyć siedlisko, w którym ten rzadki ssak przetrwał.

Buczyna jako laboratorium czasu

Rezerwat Buczyna Szprotawska jest jednym z kilku obiektów w zachodniej Polsce, które umożliwiają obserwację naturalnych procesów dynamiki ekosystemu leśnego. Co to znaczy? To znaczy, że tu las robi to, co robił od tysięcy lat – stare drzewa obumierają, padają, rozkładają się. W lukach po nich rosną nowe. Jawor i lipa wchodzą w miejsca, gdzie upadł buk, tworząc tymczasowe zbiorowiska, które naukowcy nazywają „postaciami regeneracyjnymi buczyny”. Po kilkudziesięciu latach buk odzyskuje dominację, jawor i lipa ustępują. Cykl trwa pokoleniami drzew – czyli stuleciami ludzkimi.

W lesie gospodarczym tego cyklu nie zobaczysz, bo martwe drzewa są usuwane, a luki w drzewostanie natychmiast uzupełniane nasadzeniami. W rezerwacie natura podejmuje te decyzje sama. I robi to zaskakująco dobrze – las się odnawia, gatunki zmieniają się cyklicznie, różnorodność biologiczna utrzymuje się na wysokim poziomie. Leśnicy, którzy tu pracują, mówią, że Buczyna Szprotawska jest najlepszym podręcznikiem ekologii lasu, jaki istnieje – i nie trzeba go czytać. Trzeba go przejść.

Las wzmiankowany w 1399 roku

Pierwsza wzmianka o tym lesie pochodzi z czternastego wieku. Był wówczas lasem granicznym, funkcjonującym na specjalnych prawach ochronnych. Częścią lasu obdarował mieszkańców Szprotawy książę głogowski – jako prezent patronacki w okresie formowania się miasta. Ten fragment lasu – „Las Mieszczański„ – przetrwał stulecia w dużej mierze dzięki temu, że należał do miasta i był traktowany z szacunkiem. Nie wycinano go bezrozumnie, nie zamieniano na pole. Używano go – tak, bo drewno bukowe było cenione – ale z umiarem.

Rezerwat w obecnej formie utworzono w 1965 roku. Obejmuje sto pięćdziesiąt dwa hektary lasu, w którym dominują buczyny, z fragmentami litych drzewostanów lipowych – rzadkość w skali kraju, bo lipa w Polsce zwykle występuje jedynie jako domieszka w lasach liściastych. Latem pszczelarze zwożą pod rezerwat pasieki i „wypasają” pszczoły na lipach – tradycja, która łączy leśnictwo z bartnictwem w sposób, jakiego nie spotkasz w wielu miejscach.

Jak dojechać

Buczyna Szprotawska leży przy drodze krajowej numer dwanaście, na odcinku między Szprotawą a Przemkowem. Parking turystyczny z podstawową infrastrukturą – ławki, śmietnik, tablica informacyjna – znajduje się bezpośrednio przy drodze. Stamtąd prosta leśna droga prowadzi na południe, do granicy rezerwatu. Orientujecie się, że weszliście, kiedy bór sosnowy zamienia się w las bukowy – przejście jest gwałtowne i wyraźne. Z Poznania to nieco ponad dwie godziny jazdy, ale las jest tego wart. Zwłaszcza w maju, kiedy buki rozwijają młode, jasnozielone liście i dno lasu pokrywa kobierzec czosnku niedźwiedziego, albo w październiku, kiedy liście płoną złotem i miedzią, a powietrze pachnie mokrymi grzybami.

Buczyna Szprotawska to las, który zmienia sposób, w jaki słuchasz. W codziennym życiu słuchamy muzyki, podcastów, rozmów, szumu miasta. Tu, pod dachem stuletni buków, uczysz się słuchać ciszy. A cisza, okazuje się, nie jest pusta. Jest pełna dźwięków – tyle że trzeba się zatrzymać i pozwolić im do siebie dotrzeć.