Cybina, której nie znacie – dziki korytarz w środku Poznania

Kilkaset metrów od toru regatowego na Malcie, za ścianą olch i wierzb, płynie rzeka, o której większość poznaniaków nie ma pojęcia. Cybina w swojej dzikiej odsłonie to jedno z najbardziej zaskakujących miejsc w mieście.

Pachnie mułem, mokrym drewnem i czymś słodkim – to kwitnąca wiązówka błotna, roślina, która od wieków rośnie nad polskimi rzekami i pachnie jak miód zmieszany z deszczem. Stoisz na wąskiej ścieżce między stawem Olszak a korytem Cybiny i nie wierzysz, że trzysta metrów stąd jedzie tramwaj na Rataje. Z prawej strony, na półzatopionej olsze, siedzi krogulec – mały, nerwowy drapieżnik, który w miastach poluje na wróble i szpaki. Z lewej, na powierzchni stawu, kaczka krzyżówka prowadzi siedmioro piskląt w idealnym szyku. Pod stopami – ślad bobra. W samym środku Poznania.

Rzeka o imieniu z bagien

Cybina to prawy dopływ Warty. Ma nieco ponad 40 kilometrów długości i zlewnię obejmującą około 200 kilometrów kwadratowych. Zaczyna się na łąkach koło wsi Nekielka, przepływa przez gminy Kostrzyn, Pobiedziska i Swarzędz, a w Poznaniu wpada do Wschodniego Kanału Ulgi – prawego ramienia Warty, opływającego Ostrów Tumski. Jej nazwa prawdopodobnie pochodzi od prasłowiańskiego rdzenia „tibh„, oznaczającego bagno lub błoto – pierwotna forma mogła brzmieć „Tibina”. Istnieje też teoria wiążąca nazwę ze staropolskim słowem „cyby„, oznaczającym kozy albo długie nogi, co miałoby nawiązywać do krętego, „nożastego” przebiegu rzeki. Pierwsze pisemne wzmianki o Cybinie pochodzą z XIII wieku.

Dla większości poznaniaków Cybina to przede wszystkim jezioro Malta – sztuczny zbiornik regatowy powstały w 1952 roku przez spiętrzenie wód rzeki. Malta jest jednym z symboli Poznania: torem kajakowym, plażą, kolejką wąskotorową „Maltanką” i ogrodem zoologicznym na zboczach Białej Góry. Ale Malta to tylko epizod w życiu Cybiny – krótki, betonowy odcinek w długiej historii rzeki, która zaczyna się daleko od miasta i przez większość biegu wygląda zupełnie inaczej niż na pocztówkach.

Natura 2000 na obrzeżach metropolii

Dolina Cybiny między Uzarzewem a Jeziorem Swarzędzkim wchodzi w skład sieci Natura 2000 – europejskiego systemu ochrony najcenniejszych siedlisk przyrodniczych. To nie jest żaden formalny gest: na tym kilkunastokilometrowym odcinku stwierdzono 13 chronionych siedlisk roślinnych oraz gatunki zwierząt, które mają prawo oczekiwać od Europy opieki. Bocian czarny i biały. Bąk i bączek – dwa gatunki czapli, z których pierwszy jest mistrzem kamuflażu, a drugi mistrzem ukrywania się w trzcinach. Błotniak stawowy – drapieżnik, który poluje nisko nad łąkami, ślizgając się na skrzydłach uniesionych w literę V. Żuraw – ptak, którego trąbiący głos niesie się na kilometry i który od lat wraca na rozlewiska Cybiny na wiosennych przelotach.

Są tu też rybitwa rzeczna i zimorodek – ten drugi jest szczególnie wymownym wskaźnikiem stanu rzeki. Zimorodek potrzebuje czystej wody z widocznymi rybami (poluje wzrokiem, nurkując z gałęzi) i urwistego brzegu do budowy nory. Jego obecność nad Cybiną oznacza, że woda – mimo bliskości miasta – jest wystarczająco czysta, a brzegi wystarczająco dzikie, żeby mały, błękitny łowca mógł tu żyć i rozmnażać się. Z ssaków chronione są wydra i bóbr, oba obecne na odcinku między Swarzędzem a Poznaniem.

Dolina ukryta między blokami

Najciekawszy fragment Cybiny dla mieszkańca Poznania to nie ten daleki, wiejski odcinek za Swarzędzem, lecz ten tuż pod nosem – między Jeziorem Swarzędzkim a Maltą. Na tym kilkukilometrowym odcinku Cybina przepływa przez cztery stawy: Antoninek, Młyński, Browarny i Olszak. Każdy z nich to osobny mikrokosmos, z własną florą, fauną i atmosferą. Stawy powstały przez spiętrzenie wód Cybiny i pełnią funkcję zbiorników wstępnych – zatrzymują zanieczyszczenia, zanim woda wpłynie do Zbiornika Maltańskiego. To taka przyrodnicza nerka miasta: organ, który filtruje brud, żeby reszta organizmu mogła funkcjonować.

Okolice stawu Olszak wchodzą w skład użytku ekologicznego „Olszak I” – formy ochrony przyrody, która w praktyce oznacza, że fragmentu tego nie wolno zabudować ani przekształcić. Nad Olszakiem żyją ryjówki aksamitne, piżmaki, lisy i dziki. Na wodzie – kaczki krzyżówki i łabędzie. W koronach drzew – myszołowy i krogulce. Pod wodą – zaskrońce polujące na płazy. Cała ta menażeria egzystuje w odległości krótkiego spaceru od bloków osiedla Rataje, gdzie mieszka kilkadziesiąt tysięcy ludzi, z których większość nigdy tu nie dotarła.

Bo dolina Cybiny w tym miejscu jest niewidoczna. Z ulicy nie widać ani stawów, ani lasu, ani rzeki. Trzeba zejść z utartego szlaku – dosłownie: skręcić z Wartostrady w wąską ścieżkę i zanurzyć się w gęstwinę olch, które zamykają się nad głową jak zielony tunel. Po dwustu metrach świat się zmienia. Hałas tramwajów znika. Powietrze gęstnieje. Światło staje się zielone i wilgotne. Jesteś w innym Poznaniu.

Gród na rozlewiskach – dlaczego Polska zaczęła się nad Cybiną

Cybina odegrała kluczową rolę w narodzinach polskiej państwowości. Ostrów Tumski – wyspa między ramionami Warty i ujściem Cybiny – był miejscem, w którym w X wieku powstał jeden z pierwszych grodów Polan. Wybór lokalizacji nie był przypadkowy: Cybina i Warta tworzyły naturalną fosę, a rozlewiska i bagna wokół wyspy utrudniały dostęp wrogom. Gród na Ostrowie Tumskim był jedną z rezydencji Mieszka I i miejscem, gdzie w 966 roku przyjęto chrzest – akt, który jest umowną datą narodzin państwa polskiego.

Przez następne tysiąc lat Cybina przechodziła kolejne transformacje. Budowano na niej młyny, jazy, kanały nawadniające. W XIX wieku, podczas budowy Twierdzy Poznań, Prusacy przekształcili ujście Cybiny w Wschodni Kanał Ulgi – sztucznie uregulowane ramię, które do dziś opływa Ostrów Tumski. Ciekawy ślad tego okresu to jaz Stau Anlage przy Białej Górze – militarna budowla hydrotechniczna z XIX wieku, zaprojektowana tak, by w razie oblężenia można było zalać doliny wokół twierdzy, czyniąc je nieprzejezdnymi. Jaz stoi do dziś, choć już nikogo nie oblega – służy jako element regulacji poziomu wody na drodze Cybiny do Malty.

Liniowy korytarz przetrwania

Ekologowie mają na Cybinę specjalny termin: liniowy korytarz przyrody. W mieście, gdzie zabudowa odcina od siebie kolejne fragmenty zieleni, doliny rzeczne są jedynymi drogami, którymi rośliny i zwierzęta mogą migrować z obrzeży do centrum i z powrotem. Cybina łączy lasy i łąki pod Swarzędzem z doliną Warty w sercu Poznania – to biologiczny szlak komunikacyjny, bez którego populacje wielu gatunków w mieście byłyby odcięte od reszty regionalnej puli genetycznej.

Presja jest jednak ogromna. Cybina w granicach Poznania została silnie przekształcona – zbudowano na niej zbiorniki sztuczne, jazy i kanały, betonowe koryta i przepusty. Bliskość dużych osiedli mieszkaniowych oznacza hałas, światło, ruch i zanieczyszczenia spływające z ulic. Obce gatunki roślin, uciekinierzy z ogrodów i parków, wkraczają na brzegi i wypierają rodzime rośliny nadrzeczne. Ale Cybina trzyma się. Bobry wróciły. Wydry wróciły. Zimorodek gniazduje. Dolina nadal funkcjonuje jako korytarz, choć z każdym rokiem jest to trudniejsze.

Poznańskie Centrum Dziedzictwa, które ma swoją siedzibę w Bramie Poznania na Ostrowie Tumskim, prowadzi cykl wydarzeń pod nazwą „Rzeka Żywa” – spacery, warsztaty i wykłady poświęcone dolinie Cybiny. Utworzono też ekościeżkę o długości półtora kilometra, z dwunastoma przystankami edukacyjnymi, biegnącą wzdłuż Wartostrady od Bramy Poznania w kierunku Mostu Lecha. To doskonały punkt wejścia dla kogoś, kto chce poznać Cybinę, ale nie wie, od czego zacząć.

Rozlewiska potorfowe – mokradła, które stworzyła historia

Między Swarzędzem a wsią Gruszczyn Cybina przepływa przez teren, na którym eksploatowano torf – organiczną substancję powstającą z roślin rozkładających się w warunkach beztlenowych, używaną jako opał i podłoże ogrodnicze. Kiedy wydobycie zakończono, wyrobiska zalały wody Cybiny i powstały rozlewiska: kilkanaście oddzielnych zbiorników o różnych kształtach, głębokościach i warunkach. Drzewa i krzewy, które rosły na torfowisku, obumarły pod wodą. Łąki wokół zamieniły się w trzcinowiska. Cały teren stał się dziką ostoją ptaków i zwierząt – przypadkiem, bez żadnego planu ochrony, bez budżetu, bez strategii.

Takie miejsca ekolodzy nazywają „sukcesją wtórną” – naturą, która wraca tam, gdzie człowiek odszedł. Rozlewiska potorfowe nad Cybiną są jednym z najlepszych przykładów tego procesu w Wielkopolsce. W ciągu trzech dekad bezużyteczny teren poeksploatacyjny zmienił się w siedlisko o wartości przyrodniczej porównywalnej z planowanym rezerwatem. Żyją tu gatunki, które z centrum Poznania dawno zniknęły. Gniazdują ptaki, które potrzebują ciszy i rozległych mokradeł. A Cybina przepływa przez to wszystko spokojnie, jakby zawsze wiedziała, że prędzej czy później te łąki do niej wrócą.

Jak zobaczyć Cybinę, której nie znacie

Trasa numer jeden prowadzi Wartostradą – popularną ścieżką rowerowo-pieszą biegnącą wzdłuż Warty i Cybiny. Start przy Bramie Poznania (ulica Gdańska 2). Stamtąd na północ, w kierunku Mostu Lecha, odchodzą boczne ścieżki prowadzące nad stawy i nad samą Cybinę. Trasa jest łatwa, asfaltowa, dostępna dla wózków – ale najciekawsze rzeczy dzieją się kilkadziesiąt metrów od asfaltu, na nieutwardzonych ścieżkach wśród olch.

Trasa numer dwa to dolina Cybiny od strony Kobylepola. Dojście ulicą abpa Walentego Dymka, potem w dół ku stawowi Olszak. Tu krajobraz zmienia się radykalnie: polana, na której do 1945 roku stał pałac rodziny Mycielskich (zostały tylko ruiny zabudowań gospodarczych i mauzoleum z okresu międzywojennego, wpisane do rejestru zabytków), a za nią – gęsty, wilgotny las nad Cybiną, w którym czas się zatrzymał.

Trzecia opcja to szlak dalszy – rowerem do Swarzędza i dalej w kierunku Uzarzewa, gdzie Cybina przepływa przez rozlewiska potorfowe wpisane do sieci Natura 2000. Tu nie ma już miasta. Są łąki, trzciny, wodne lustro, nad którym unoszą się ważki, i cisza zakłócana tylko przez żurawie, które wracają tu każdej wiosny.

Warto zabrać lornetkę – zwłaszcza między kwietniem a czerwcem, kiedy ptaki lęgowe są najbardziej aktywne. Warto zabrać gumowe buty – Cybina to rzeka, która lubi wylewać. I warto zabrać otwartą głowę, bo to, co zobaczymy, nie pasuje do żadnego stereotypu o trzecim co do wielkości mieście w Polsce.

Cybina nie jest rzeką spektakularną. Nie ma kanionów, wodospadów ani fotograficznych punktów widokowych z hashtagiem. Ma coś cenniejszego – upór. W mieście, które rośnie, betonuje i rozbudowuje się od tysiąca lat, ta czterdziestokilometrowa rzeczka wciąż potrafi być dzika. I to jest jej najbardziej ludzka cecha.