Przejeżdżasz przez most na drodze między Grodziskiem a Opalenicą i nawet nie zdejmujesz nogi z gazu. Pod tobą – niecały metr wody, kępa trzcin i kilka kaczek. To Mogilnica. Jedna z najdziwniejszych rzek Wielkopolski, choć tego po niej absolutnie nie widać.
Słowo „dziwna” pada w niemal każdym naukowym opracowaniu na temat tej rzeki. Nie chodzi o jej wygląd – bo wygląda jak setki innych nizinnych cieków: wolna, płaska, nieco zaniedbana. Chodzi o to, co robi. Mogilnica zaczyna się od trzech osobnych strumieni, łączy je w jedno koryto, a potem – tuż przed ujściem – znowu się rozdziela. I nie dość, że się rozdziela, to jeszcze wysyła swoje wody w dwóch przeciwnych kierunkach. Na wschód do Kanału Mosińskiego i na zachód do Obry. Jakby nie mogła się zdecydować, do którego morza chce dotrzeć.
Trzy siostry z Pojezierza
Mogilnica – a właściwie Mogilnica Środkowa, bo takie jest jej oficjalne miano – rodzi się z trzech cieków. Mogilnica Wschodnia, Mogilnica Środkowa i Mogilnica Zachodnia zbierają wody z rozległego terenu Pojezierza Poznańskiego i łączą się w rejonie wsi Troszczyn. To miejsce spotkania trzech strumieni nie jest w żaden sposób oznaczone – nie ma tu tablicy, nie ma punktu widokowego. Jest podmokła łąka, kilka olch i cichy szmer wody między trawami.
Główny nurt – ten, który nazywamy Mogilnicą Środkową – ma 67 kilometrów długości i zbiera wodę z dorzecza o powierzchni siedmiuset kilometrów kwadratowych. To spory obszar, większy niż niejedna gmina. A mimo to Mogilnica pozostaje rzeką praktycznie nieznaną nawet mieszkańcom okolicznych miejscowości. Przejeżdżasz przez nią mostem, rzucasz okiem i jedziesz dalej.
Rzeka bez doliny
To, co czyni Mogilnicę naprawdę niezwykłą w oczach geografów, to brak wyraźnej doliny. Większość rzek żłobi sobie koryto, pogłębia je przez tysiąclecia, tworzy charakterystyczne obniżenie w terenie. Mogilnica tego nie robi. Płynie po płaskiej równinie, nie wykorzystując żadnej z rynien polodowcowych, które przecinają Pojezierze Poznańskie w różnych kierunkach. Jej układ dopływów ma kształt, który hydrolodzy nazywają „liściastym” – rozgałęziony, drobny, chaotyczny.
To świadczy o jednym: Mogilnica jest rzeką młodą. Nie w sensie ludzkim – ma kilka tysięcy lat – ale w sensie geologicznym. Powstała już po zakończeniu epoki lodowcowej, jako naturalne odwodnienie terenu, który wcześniej był częścią rozległego, podmokłego łęgu. Nie miała czasu, żeby wyżłobić sobie poważną dolinę. Jest, jakby to powiedzieć, tymczasowym rozwiązaniem natury – i trwa już kilka tysięcy lat.
Mogiły nad rzeką
Skąd nazwa Mogilnica? Etymologia jest mroczna i fascynująca jednocześnie. Według lokalnej tradycji nazwa pochodzi od „mogił” – dawne ludy żyjące w dolinie rzeki kremowały nad jej brzegami swoich zmarłych. Kurhanowe cmentarzyska znane są w kilku miejscach wzdłuż biegu rzeki, a niektóre z nich datowane są na epokę brązu. Mogilnica była więc rzeką funeralną – towarzyszką ostatniej drogi, granicą między światem żywych a światem umarłych.
Dziś ta symbolika blaknie, przysypana piaskiem kolejnych epok. Ale wciąż, idąc wzdłuż Mogilnicy wczesnym rankiem, kiedy nad wodą wisi mgła i jedynym dźwiękiem jest kwakanie kaczek, można poczuć coś z tego dawnego klimatu. Rzeka, która niesie wspomnienia.
Wielki Łęg Obrzański – mokre serce regionu
Mogilnica uchodzi do systemu kanałów Obrzańskich, które są częścią historycznego Wielkiego Łęgu Obrzańskiego. Dwieście pięćdziesiąt lat temu ten obszar to były rozległe bagna, wśród których suchymi wysepkami sterczały jedynie piaszczyste wzniesienia. Kiedy woda się podnosiła, łęg zamieniał się w płytkie jezioro, zbierające wody ze wszystkich okolicznych wzniesień.
Pod koniec osiemnastego wieku Prusacy zaczęli na wielką skalę prace melioracyjne. Kopano kanały, prostowano koryta, osuszano mokradła. Trwało to ponad sto lat i całkowicie zmieniło hydrografię regionu. Współczesna Mogilnica jest dzieckiem tamtej inżynieryjnej rewolucji – jej bieg na wielu odcinkach został sztucznie uregulowany, a naturalne meandry zastąpiono prostymi kanałami.
Ale natura nie poddaje się łatwo. W miejscach, gdzie regulacja była mniej rygorystyczna, Mogilnica wraca do swoich starych nawyków. Meandruje, rozlewa się na łąki, tworzy podmokłe kotlinki pełne turzyc i skrzypów. Te fragmenty naturalne są dziś najcenniejsze – to w nich gniazdują derkacze i czajki, tu polują myszołowy, tu bobry stawiają swoje tamy.
Rzeka, która się rozwidla
Najbardziej zaskakujący fragment Mogilnicy to jej dolny bieg. Zamiast po prostu wpaść do jednej większej rzeki, koryto rozdziela się na dwa ramiona. Sześćdziesiąt procent wód płynie na wschód, do Kanału Mosińskiego, a reszta kieruje się na zachód, do Obrzańskiego Kanału Północnego. To tak, jakby rzeka w ostatniej chwili zmieniła zdanie i postanowiła zasilić dwa systemy wodne jednocześnie.
Dla hydrologów to fascynujący przypadek bifurkacji – zjawiska, w którym rzeka dzieli się na dwa odrębne systemy zlewiskowe. W Polsce takich miejsc jest niewiele. Mogilnica robi to cicho i bez rozgłosu, w krajobrazie płaskich łąk i kanałów, wśród których trudno się zorientować, co płynie dokąd.
Co tu żyje
Mogilnica nie jest rzeką spektakularną pod względem fauny, ale jest rzeką istotną. Jej dolina – a właściwie brak wyraźnej doliny – sprawia, że tereny wzdłuż rzeki mają charakter rozległych, podmokłych łąk. To siedlisko idealnie dla ptaków siewkowych, zwłaszcza czajki i rycyka, których populacje w całej Europie dramatycznie spadają.
Wzdłuż brzegów rosną olchy i wierzby, tworząc wąskie, zacienione korytarze, w których gniazdują remize i dziwonie. W samej rzece – tam, gdzie nurt jest wolny, a dno muliste – żyją piskorze, ryby, które potrafią oddychać powietrzem atmosferycznym i przetrwać w błocie nawet wtedy, gdy woda całkowicie wyschnie. To umiejętność przydatna w rzece, której przepływ bywa kapryśny.
Jak dojechać i co zobaczyć
Mogilnicę najłatwiej zobaczyć z mostu na drodze krajowej między Grodziskiem Wielkopolskim a Opalenicą, w okolicach wsi Kotowo. Ale żeby naprawdę ją poznać, trzeba zjechać na boczne drogi. Okolice Troszczyna – gdzie łączą się trzy ramiona – to dobry punkt wyjścia na spacer wzdłuż brzegu. Teren jest płaski, nie wymaga kondycji alpinisty, ale wymaga kalosz. Wiosną i jesienią łąki są nasiąknięte wodą po kostki.
Dolny bieg rzeki, w okolicach wsi Konojad i Duszniki, oferuje krajobraz kanałów i łąk, który może się wydawać monotonny – do momentu, gdy usiądziesz na brzegu i zaczniesz słuchać. Derkacz skrzypi w trawie. Bąk buczy w trzcinach. Czajka szaleje nad łąką, udając ranną, żeby odciągnąć cię od gniazda. To teatr jednego aktora – tyle że aktorów jest tuzin, a scena ciągnie się po horyzont.
Mogilnica nie prosi o atencję. Nie ma spektakularnych wodospadów, nie oferuje spływów kajakowych, nie pojawia się w przewodnikach turystycznych. Jest po prostu rzeką – jedną z tych, obok których pędzimy samochodem, nie zwalniając nawet na moście. A ona płynie. W dwie strony naraz.


