Kilkanaście kilometrów na północ od Poznania, za szlabanem z napisem „Zakaz wstępu – teren wojskowy”, rozciąga się jeden z najdzikszych i najcenniejszych przyrodniczo terenów w Wielkopolsce. Nie wejdziesz tam. I właśnie dlatego jest taki piękny.
Biedrusko to miejscowość, która przez dekady żyła w cieniu garnizonu. Do końca lat osiemdziesiątych był to garnizon zamknięty – żeby tu wjechać, potrzebna była przepustka. Dziś wieś się otwiera, rosną nowe osiedla, kursują autobusy z Poznania. Ale teren poligonu – rozciągający się od Złotnik po Biedrusko i dalej na północ – wciąż jest szczelnie zamknięty dla cywilów. I to zamknięcie, paradoksalnie, jest najlepszą ochroną przyrody, jaką można sobie wyobrazić.
Poligon jako rezerwat
Teren poligonu Biedrusko to jeden z niewielu obszarów w Wielkopolsce, na których fauna i flora zachowały się w sposób zbliżony do naturalnego. Przez dekady ćwiczeń wojskowych teren był wprawdzie eksploatowany – strzelano tu, jeżdżono czołgami, kopano okopy – ale ta eksploatacja miała charakter punktowy. Strefy upadku pocisków były zniszczone, ale rozległe strefy buforowe, przez które jedynie przelatywały pociski, zachowały charakter zbliżony do pierwotnego. Nikt tu nie orał, nikt nie budował, nikt nie meliorował. Natura rządziła się własnymi prawami.
Efekt jest zdumiewający. Obszar Natura 2000 „Biedrusko” obejmuje tereny o różnorodności biologicznej jednej z najwyższych w całej Wielkopolsce. Pagórki moreny czołowej, falista wysoczyzna morenowa, fragment Poznańskiego Przełomu Warty, liczne rowy z okresowo zanikającą wodą, małe i średnie jeziora, starorzecza – to mozaika siedlisk, jakiej na zewnątrz ogrodzenia dawno nie ma.
Łąki, których nie kosił kombajn
Jednym z najcenniejszych elementów przyrody Biedruska są łąki. Nie te równo koszone, jednorodne pastwiska, które znamy z wielkopolskiej wsi, ale łąki trzęślicowe – wilgotne, bogate w gatunki, pełne kwiatów od wiosny do jesieni. Rośnie tu pełnik europejski ze swoimi złotymi, kulistymi kwiatami, goździk pyszny o strzępionych płatkach, goryczka błotna i goryczka wąskolistna. Wszystkie te rośliny są rzadkością w Wielkopolsce – nie dlatego, że nie umiały tu rosnąć, ale dlatego, że ich siedliska zostały zaorane lub zmeliorowane.
Na łąkach poligonu kwitną, bo nikt im nie przeszkadza. Wojsko kosi te łąki raz do roku, późnym latem – i to przypadkiem stworzyło warunki idealne dla roślinności łąkowej, która potrzebuje właśnie takiego, tradycyjnego, jednokrotnego koszenia. Intensywne rolnictwo z czterema pokosami rocznie i nawożeniem azotowym zabija różnorodność. Jedno koszenie w sierpniu ją podtrzymuje.
Ptaki, które wybrały armię
Na terenie poligonu gniazduje lerka, czyli skowronek borowy – nieduży, niepozorny ptak o cudownym śpiewie, który wykonuje w locie, krążąc wysoko nad polanami. Lerka potrzebuje otwartych przestrzeni z luźnym drzewostanem – czegoś w rodzaju sawanny. Takie warunki tworzą się naturalnie na zrębach leśnych i polanach, ale w intensywnie zarządzanym krajobrazie są rzadkością. Na poligonie – gdzie las jest przerywany polanami ćwiczebnymi, pasami przeciwpożarowymi i drogami polowymi – lerka czuje się jak u siebie.
Nie jest jedynym rzadkim ptakiem. W starorzeczach Warty gniazdują czaple siwe i kormorany. Na mokradłach – żurawie i bąki. W lasach – bociany czarne, kanie rude i trzmielojady. Poligon Biedrusko to de facto jeden z najważniejszych ostoi ptaków w zachodniej Polsce – funkcja, której nikt nie planował i której nikt oficjalnie nie uznaje.
Ssaki za szlabanem
Za płotem poligonu żyją duże ssaki w zagęszczeniach, jakich na zewnątrz nie ma. Jelenie, sarny, daniele – to standard. Dziki ryją łąki i polany, zostawiając po sobie pobojowisko, które wygląda jak po przejściu motokultywatora. Lisy, kuny, borsuki, jenoty – wszystkie te drapieżniki i wszystkożercy mają tu spokój, jakiego nie zaznają w lasach penetrowanych przez pieszych, rowerzystów i grzybiarzy.
Nad wodami pracują bobry. Ich tamy zmieniają hydrologię terenu na dużych obszarach – piętrzą wodę, tworzą rozlewiska, podnoszą poziom wód gruntowych. Dla leśników to kłopot, bo bobry zalewają drogi i podtapiają drzewostany. Dla ekosystemu to błogosławieństwo, bo każda bobrzowa tama to nowy staw, a każdy staw to siedlisko dla płazów, owadów i ptaków wodnych. Na poligonie, gdzie nikt nie burzy bobrowych tam, ten naturalny proces inżynierii ekosystemowej przebiega bez zakłóceń.
Czego nie zobaczysz
Trzeba powiedzieć to wprost: na teren poligonu nie wejdziesz legalnie. Obowiązuje całoroczny zakaz wstępu dla osób nieuprawnionych, w tym dla wszelkich form turystyki i rekreacji. Patrole wojskowe i żandarmeria nakładają mandaty, a saperzy przypominają, że w ziemi leżą niewybuchy z dziesiątek lat ćwiczeń – granaty, pociski, miny, których nikt nie zneutralizował. Każdego roku podczas wiosennego oczyszczania saperzy znajdują i unieszkodliwiają setki niebezpiecznych przedmiotów.
Kiedyś – przed 2018 rokiem – droga asfaltowa ze Złotnik do Biedruska była otwarta dla rowerzystów w weekendy. Były to jedne z najpiękniejszych przejażdżek w aglomeracji poznańskiej – kilometry lasu, polany, jelenie przy drodze. Potem wojsko zamknęło trasę. Oficjalny powód: nauka jazdy wojskowymi pojazdami. Mieszkańcy mówią o tym z żalem. Las za płotem nadal tam jest, nadal pachnie i nadal jest piękny. Tylko nie dla nich.
Co można zobaczyć z zewnątrz
Nie wszystko stracone. Z kilku punktów na obrzeżach poligonu można zajrzeć za ogrodzenie – wzrokiem i lornetką. Ścieżka rowerowa z Radojewa do Biedruska biegnie wzdłuż granicy poligonu i oferuje widoki na leśne tereny za płotem. Ośrodek Edukacji Leśnej „Łysy Młyn„ – odrestaurowany młyn z ekspozycją przyrodniczą i ścieżką edukacyjną wokół stawu – leży tuż przy granicy obszaru chronionego i jest otwarty dla zwiedzających.
Na wschodnim skraju poligonu biegnie Nadwarciański Szlak Rowerowy, z którego widać fragment doliny Warty i przylegające do niej łąki. Wiosną, na granicy świtu, z trasy rowerowej można usłyszeć głosy żurawi, bąków i lerki – ptaków, które śpiewają za szlabanem, w świecie, do którego nie masz dostępu.
Biedrusko to paradoks ochrony przyrody. Największy rezerwat przyrody w okolicach Poznania nie został utworzony przez przyrodników. Został utworzony przez armię, która po prostu odgrodziła kawałek ziemi i przez dekady nie pozwalała na nim nic robić. Efekt jest lepszy niż w wielu oficjalnych parkach krajobrazowych. Może czasem najlepsza ochrona to po prostu płot i tabliczka „Zakaz wstępu”.


