Wełna pod Rogoźnem – cicha rzeka, głośne ptaki

Na nizinie, czterdzieści kilometrów od Poznania, płynie rzeka, która zachowuje się jak górski potok – z bystrzami, kamienistym dnem i pstrągami. Wełna pod Rogoźnem to jedno z najdziwniejszych i najpiękniejszych miejsc w Wielkopolsce.

Słyszysz ją, zanim zobaczysz. Szum – nie ten miarowy, rzeczny, do którego przyzwyczaiłeś się nad Wartą czy Notecią, ale szum nieregularny, przerywany, pełen akcentów. Woda uderza o kamienie, przelewa się przez naturalne progi, zawija wokół powalonego pnia, spiętrza się i opada. Zamknij oczy i powiedz, że jesteś w Wielkopolsce. Nikt ci nie uwierzy. Brzmi jak Beskidy.

Wełna bierze swój początek ze źródeł pod wsią Osiniec, kilka kilometrów od Gniezna. Przez większą część swoich 118 kilometrów jest porządną rzeką nizinną – powolną, spokojną, meandrującą między łąkami i polami, przepływającą przez dwanaście jezior na Pojezierzu Gnieźnieńskim. Ale od Rogóźna do ujścia do Warty w Obornikach – na ostatnich trzydziestu kilometrach – coś się zmienia. Teren gwałtownie opada. Rzeka nabiera tempa. Dno z piaszczystego staje się żwirowe, potem kamieniste. Pojawiają się głazy, bystrza, kaskady. Wełna przybiera charakter rzeki górskiej, i to nie jest metafora – to oficjalna klasyfikacja hydrologiczna.

Jedyna górska rzeka na nizinie

To, co sprawia, że Wełna w dolnym biegu zachowuje się jak potok karpacki, ma prozaiczną przyczynę geologiczną. Na odcinku od Rogoźna do Obornik teren opada o kilkadziesiąt metrów na stosunkowo krótkim dystansie. Rzeka płynie tu wzdłuż wschodniego skraju Puszczy Noteckiej, wciskając się w głęboką dolinę wyrzeźbioną przez wody roztopowe ostatniego zlodowacenia. Spadek jest na tyle duży, że od wieków napędzał młyny wodne – ich pozostałości można zobaczyć do dziś. W Jaraczu-Młynie stoi odrestaurowany młyn, w którym mieści się Muzeum Młynarstwa i Wodnych Urządzeń Przemysłu Wiejskiego.

Ale geologiczny spadek to tylko połowa historii. Druga połowa to kamienie. Dno Wełny na tym odcinku jest usiane głazami narzutowymi – pamiątkami po lodowcu, który zostawił je tu kilkanaście tysięcy lat temu. Kamienie tworzą naturalne progi, spiętrzające wodę i nadające jej ten górski, rwący charakter. Woda przelewa się przez nie z siłą i hałasem, które na wielkopolskiej nizinie brzmią absurdalnie.

Czerwone kamienie i krasnorost, którego nie ma nigdzie indziej

Na odcinku między wsiami Wełna i Jaracz-Młyn rozciąga się rezerwat przyrody Wełna – 10,44 hektara, trzy i pół kilometra rzeki. Rezerwat chroni coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak brudne, zardzewiałe kamienie na dnie. Ale to nie rdza. To krasnorosty – organizmy z pogranicza glonów i roślin, które porastają podwodne głazy, nadając im charakterystyczne czerwonawe zabarwienie.

Dwa gatunki krasnorostów żyjące w Wełnie to hildenbrandia rzeczna i Thorea ramosissima. Ten drugi został tu wykryty po raz pierwszy w Polsce. To organizmy wymagające wody czystej, natlenioneji szybko płynącej – dokładnie takiej, jaką oferuje Wełna na swoim górskim odcinku. Dla biologa te niepozorne, czerwonawe naloty na kamieniach są jak flaga na maszcie: mówią, że woda tu jest wciąż zdrowa.

Ale krasnorosty to nie jedyni nietypowi mieszkańcy rezerwatu. Na kamieniach żyje też sieciarki strumycznik – owad, którego larwy budują z jedwabnych nici miniaturowe sieci rybackie, filtrując wodę w poszukiwaniu pokarmu. To jedyne znane stanowisko tego gatunku w Wielkopolsce. Są tu jętki, chruściki, skójki – cały zespół organizmów charakterystyczny dla czystych, szybko płynących wód, który w nizinnej Polsce jest rzadkością.

Pstrąg, pluszcz i pliszka górska – fauna, która pomyliła regiony

W Wełnie pod Rogoźnem żyją pstrągi potokowe i lipienie – ryby, które normalnie kojarzy się z potokami Bieszczad czy Tatr, nie z rzeką czterdzieści kilometrów od Poznania. Ich obecność potwierdza górski charakter tego odcinka i – co równie ważne – dobrą jakość wody. Pstrąg potokowy jest wymagający. Potrzebuje wody chłodnej, czystej, dobrze natlenionej i z żwirowym lub kamienistym dnem do tarła. Wełna mu to daje.

W okolicach wsi Rożnowice, gdzie do Wełny uchodzi rzeka Flinta, znajduje się naturalne tarlisko ryb łososiowatych. To jedno z nielicznych takich miejsc w Wielkopolsce – punkt, w którym pstrągi składają ikrę na żwirowym dnie w szybko płynącej wodzie. Tarliska wymagają bardzo specyficznych warunków: odpowiedniego uziarnienia żwiru, prędkości nurtu, temperatury i natlenienia. Wełna na tym odcinku spełnia wszystkie te kryteria, dlatego ryby wracają tu rok po roku – wierne swojemu miejscu urodzenia jak łososie wracające z oceanu.

Nad wodą polują zimorodki. Te turkusowo-pomarańczowe ptaki, wielkości wróbla, siedzą nieruchomo na gałęziach zwisających nad wodą, a potem nurkują z prędkością, która nie daje rybie żadnych szans. Zimorodek zjada dziennie ilość pokarmu odpowiadającą ponad połowie swojej masy ciała – gdyby człowiek jadł w takich proporcjach, konsumowałby ponad trzydzieści kilogramów jedzenia dziennie.

Ale prawdziwą gwiazdą ptasiego świata Wełny jest pluszcz – jedyny europejski ptak śpiewający, który potrafi chodzić po dnie rzeki. Pluszcz wchodzi pod wodę i spaceruje po kamieniach, zbierając larwy owadów. Robi to nawet zimą, w lodowatej wodzie. Na nizinie Polski pluszcze to absolutna rzadkość – ich obecność nad Wełną jest kolejnym dowodem na wyjątkowość tego miejsca. Towarzyszy mu pliszka górska – żółtobrzucha ptaszyna, która kręci się po nadbrzeżnych kamieniach, machając długim ogonkiem jak metronom.

Młyny – budowniczowie i niszczyciele

Duży spadek terenu nad dolną Wełną miał jeszcze jedną konsekwencję – przyciągał młynarzy. Przez wieki nad rzeką rosły młyny wodne, wykorzystujące energię nurtu do mielenia zboża, folowania sukna, tłoczenia oleju. Ich pozostałości widać do dziś – kamienne fundamenty, drewniane koła, betonowe jazy z późniejszych lat. W Jaraczu-Młynie stoi odrestaurowany kompleks młyński, w którym działa Muzeum Młynarstwa i Wodnych Urządzeń Przemysłu Wiejskiego. To niewielkie, ale fascynujące muzeum, pokazujące technologię, która przez stulecia napędzała wiejską gospodarkę.

Młyny miały jednak swoją ciemną stronę – dla rzeki i jej mieszkańców. Każdy jaz piętrzący wodę stanowił barierę dla ryb, które nie mogły wędrować w górę i w dół rzeki na tarło. Każde spiętrzenie zmieniało charakter wody powyżej – z szybkiej i natlenionejna wolną i cieplejszą. Te zmiany narastały z każdym kolejnym młynem, fragmentując rzekę na odcinki odcięte od siebie jak koraliki na sznurku. Dziś, gdy większość młynów nie działa, jazy pozostały – betonowe relikty, które dalej blokują migrację ryb. W niektórych miejscach buduje się przepławki, pozwalające rybom obejść przeszkodę. Ale na Wełnie takich rozwiązań jest wciąż za mało.

Spływ, który wymaga szacunku

Najpiękniejszy odcinek Wełny do spływu kajakowego to trasa z Rogoźna do Jaracza lub dalej do Kowanówka. Można ją pokonać w jeden dzień – z Rogoźna do Jaracza to około 14 kilometrów na trzy do pięciu godzin, w zależności od poziomu wody i umiejętności. Na trasie czekają ostre zakręty, bystrza, powalone drzewa tworzące naturalne slalomy. To nie jest spływ dla zupełnych początkujących – wymaga podstawowej umiejętności manewrowania kajakiem i zimnej głowy na bystrzach.

We wsi Wełna, skąd zaczyna się rezerwat, stoi drewniany kościół wybudowany w 1727 roku. Ma swoją historię – 11 września 1780 roku ślub wziął w nim Józef Wybicki, autor słów polskiego hymnu narodowego. Kościół przetrwał do dziś i jest jednym z najstarszych drewnianych obiektów sakralnych w regionie.

Na prawym brzegu rzeki, tuż obok zrujnowanego pałacu w Wełnie, rozciąga się rezerwat przyrody Promenada – stary las dębowo-grabowy z okazałym dębem szypułkowym o obwodzie 730 centymetrów. To drzewo pamięta czasy, gdy Wełna nie miała żadnych jazów ani młynów, i płynęła tak, jak chciała.

Skrzyżowanie, które nie jest bifurkacją

Kilkadziesiąt kilometrów w górę rzeki, w Wągrowcu, Wełna robi coś osobliwego – krzyżuje się z rzeką Nielbą pod kątem prostym. Obie rzeki przepływają przez siebie, nie mieszając wód, jak dwa pociągi na skrzyżowaniu torów. Zjawisko to bywa błędnie nazywane bifurkacją, ale w rzeczywistości jest dziełem cystersów, którzy w XIX wieku przekopali kanały kierujące wody obu rzek tak, by się krzyżowały. To sztuczne zjawisko, ale nie mniej fascynujące – i doskonały pretekst, żeby zwiedzić Wągrowiec, który leży na trasie do Rogoźna.

Wełna nie jest rzeką głośną w sensie medialnym. Nie ma tu wielkich atrakcji turystycznych, parków rozrywki ani restauracji z widokiem. Jest za to coś, czego brakuje w coraz większej części naszego krajobrazu: cicha, czysta woda płynąca przez stary las, z ptakami, które śpiewają tak, jakby nikt nie słuchał. Czterdzieści minut samochodem z Poznania, drogą numer 11 na Piłę. Zjazd na Rogoźno. I jesteś w innym świecie.