Kanał Mosiński – zapomniana droga wodna pełna życia

Dwadzieścia sześć kilometrów wody, które łączą dwa światy – skanalizowaną równinę pod Kościanem i dzikie brzegi Warty pod Rogalinkiem. Kanał Mosiński to droga wodna, o której większość poznaniaków nie słyszała, choć przebiega tuż za progiem ich miasta.

Jest wczesny poranek, maj. Z wody unosi się para – kanał oddycha ciepłem zgromadzonym w nocy, a chłodne powietrze kondensuje wilgoć na powierzchni. Słychać kukułkę, potem drugą, gdzieś dalej trzecią – jakby las urządził konkurs, kto zakuka więcej razy. Wierzby pochylają się nad lustrem wody tak nisko, że ich gałęzie tworzą zielone tunele. Na zakręcie, gdzie nurt przyspiesza, z gliniastej skarpy wystaje fragment ceglanego muru – resztka dawnego progu wodnego. Kanał Mosiński nie krzyczy o uwagę. Trzeba go znaleźć samemu.

Dzieło pruskich inżynierów z połowy XIX wieku

Kanał Mosiński powstał w latach 1850-1859 jako element wielkiego systemu kanałów obrzańskich – pruskiego planu okiełznania rzeki Obry i jej rozlewisk. Jest jednym z czterech głównych kanałów tego systemu i jedynym, który biegnie na północny wschód, odprowadzając wody górnej Obry i rzeki Mogielnicy do Warty. Do jego budowy wykorzystano fragment koryta Samicy Stęszewskiej – dawnej naturalnej rzeczki, która płynęła tędy na długo przed pruskimi inżynierami.

Kanał zaczyna się w tak zwanym Węźle Bonikowskim, kilka kilometrów od Kościana, i po 25,7 kilometrach wpada do Warty na wysokości Rogalinka. Rogalink – to nazwa, która powinna zapalić lampkę każdemu, kto interesuje się przyrodą Wielkopolski. To tu zaczyna się Rogaliński Park Krajobrazowy z jego słynnymi dębami, starorzeczami Warty i jednymi z najcenniejszych łęgów w regionie. Kanał Mosiński jest więc czymś w rodzaju korytarza – prowadzi z rolniczej, płaskiej równiny wprost do przyrodniczego skarbu.

Mosina od strony wody

Większość ludzi zna Mosinę z okna samochodu – miasteczko przy drodze do Puszczykowa, z rynkiem, sklepami i kościołem. Ale Mosina widziana z poziomu kajaka to zupełnie inne doświadczenie. Kanał przepływa przez samo centrum, a z wody widać rzeczy, których nie zauważysz z chodnika: starą ceglaną wieżę ciśnień, kamienice odsłaniające swoje tylne fasady (te mniej reprezentacyjne, bardziej szczere), synagogę przerobioną na galerię sztuki.

W 2024 roku przy kładce nad kanałem w Mosinie postawiono Ptasi Bufet – urządzenie, które edukuje i wspiera zdrowe dokarmianie ptaków wodnych. To mały gest, ale symptomatyczny. Mosina zaczyna odkrywać, że kanał przepływający przez jej centrum to nie problem infrastrukturalny, tylko atut. Trwają konsultacje społeczne dotyczące zagospodarowania terenów wzdłuż kanału – mówi się o promenadzie, ścieżkach pieszo-rowerowych, przestrzeni rekreacyjnej. Kanał, który przez dekady był traktowany jak rów melioracyjny, powoli staje się osią miejskiego życia.

Za Mosiną zaczyna się przygoda

Odcinek kanału poniżej Mosiny to zupełnie inna bajka. Tu kończy się miasto i zaczyna coś, co bardziej przypomina zapuszczoną rzekę niż kanał. W wodzie zalegają powalone drzewa – wierzby i olchy, które runęły podczas wiosennych wichur i nikt ich nie usunął, bo po co. Tworzą naturalne przeszkody, za którymi kryją się głębokie wiry i spokojne zatoczki. Brzegi rosną w górę – pojawiają się klify, skarpy, urwiska z odsłoniętymi warstwami gliny i piasku. W piaszczystych ścianach widać czasem okrągłe otwory – to norki zimorodków, choć samych ptaków trzeba wypatrywać cierpliwie.

Nurt na tym odcinku jest szybszy. Kanał manewruje między drzewami, tworząc liczne zakręty – zupełnie niepodobne do prostych jak linijka odcinków w górnym biegu. Pojawiają się urokliwe piaszczyste plaże, na których można się zatrzymać na odpoczynek. Sąsiedztwo Wielkopolskiego Parku Narodowego sprawia, że brzegi porastają dojrzałe, zróżnicowane lasy – dęby, graby, sosny. Akustyka jest niezwykła: ściany lasu po obu stronach działają jak wzmacniacz, więc każdy śpiew ptaka, każdy plusk ryby brzmią tu głośniej i wyraźniej niż na otwartej przestrzeni.

Sąsiad, o którym warto pamiętać – Wielkopolski Park Narodowy

Kanał Mosiński przebiega w bezpośrednim sąsiedztwie Wielkopolskiego Parku Narodowego – jednego z dwudziestu trzech parków narodowych w Polsce i jedynego w samym sercu Wielkopolski. Park chroni fragment krajobrazu polodowcowego z jeziorami rynnowymi, wzgórzami morenowymi i lasami, które przetrwały wieki osadnictwa. To sąsiedztwo nie jest przypadkowe – kanał i park leżą w tej samej dolinie, ukształtowanej przez wody roztopowe lodowca.

Bliskość parku oznacza, że fauna i flora wzdłuż kanału jest bogatsza, niż można by oczekiwać po sztucznej drodze wodnej. Zwierzęta nie uznają granic administracyjnych – sarny przychodzą pić wodę z kanału, dzięcioły średnie żerują na starych dębach nad brzegiem, a ropuchy szare składają skrzek w spokojnych zatoczkach. Na wiosnę w podmokłych lasach nad kanałem kwitną zawilce i ziarnopłony, tworząc białe i żółte dywany, zanim korony drzew zamkną się i zagarną światło.

Warto wspomnieć o jednym fenomenie, który łączy kanał z otaczającym go krajobrazem. Dolina, którą płynie Kanał Mosiński, została ukształtowana przez lodowiec – ten sam, który wyrzeźbił rynny jezior Wielkopolskiego Parku Narodowego. Gdy lodowiec się cofał, zostawiał po sobie piaski, żwiry i gliny, które dziś tworzą te malownicze klify i skarpy wzdłuż kanału. Każda warstwa odsłonięta w urwisku nad wodą to strona z geologicznej książki – zapis kilkunastu tysięcy lat historii tego krajobrazu.

Trzy progi i jeden wielki finał

Na odcinku przez Mosinę kanał pokonuje trzy progi wodne. Dla kajakarza to chwile wzmożonej uwagi – trzeba wiedzieć, gdzie płynąć, a gdzie lepiej wysiąść i przenieść kajak. Dla przyrody te progi to coś więcej. Spiętrzenia tworzą różnicę poziomów, która napowietrza wodę – dokładnie tak, jak bystre w górskiej rzece. Poniżej progów woda jest chłodniejsza i bogatsza w tlen, co przyciąga ryby, które normalnie na nizinnym kanale byś nie spotkał.

Finał spływu jest spektakularny. Kanał Mosiński łączy się z Samicą Stęszewską i razem wpadają do Warty na wysokości Rogalinka. Nagle z wąskiego, leśnego korytarza wypływasz na szeroką, spokojną Wartę, z panoramą łęgów ciągnących się po horyzont. To uczucie nagłej przestrzeni – po godzinach płynięcia między drzewami – zostaje w pamięci na długo.

Z Warty, jeśli masz ochotę i siłę, możesz płynąć dalej. Kanał Mosiński jest częścią Małej Pętli Wielkopolski – 370-kilometrowego szlaku, który łączy kanały obrzańskie, rzekę Obrę i Wartę na trasie z Poznania do Skwierzyny. To jeden z najdłuższych szlaków kajakowych w regionie, ale można go kroić na dowolne porcje.

Część większej całości – Mała Pętla Wielkopolski

Kanał Mosiński nie jest samotnym odcinkiem wody – jest kręgosłupem jednego z najambitniejszych szlaków kajakowych w regionie. Mała Pętla Wielkopolski to 370-kilometrowa trasa, która łączy kanały obrzańskie, rzekę Obrę i Wartę na trasie z Poznania do Skwierzyny. Z Mosiny płyniesz kanałem do Warty, Wartą na południe do Rogalinka, dalej w górę do Kościana, stamtąd kanałami obrzańskimi do Obry i Obrą przez jeziora do Skwierzyny – albo odwrotnie. To tygodnie na wodzie, ale trasa dzieli się na dowolne porcje.

Mała Pętla jest częścią jeszcze większego systemu – Wielkiej Pętli Wielkopolski, obejmującej Wartę, Noteć i kanał Gopło-Warta. Ten wodny system naczyń połączonych pozwala teoretycznie opłynąć kajakiem całą Wielkopolskę, nie wyciągając go z wody na więcej niż kilka przenosek. To unikalna cecha tego regionu – żadne inne województwo w Polsce nie oferuje tak rozbudowanej sieci szlaków wodnych.

Kanał Mosiński jest w tym systemie idealnym punktem startowym. Jest blisko Poznania, jest krótki (cały spływ da się zrobić w jeden dzień), jest zróżnicowany i prowadzi do spektakularnego finału na Warcie. Dla kogoś, kto chce sprawdzić, czy kajakarstwo jest dla niego – to najlepsza próba generalna przed dłuższą wyprawą.

Kanał potrzebuje obrońców

Nie wszystko nad Kanałem Mosińskim wygląda sielankowo. W wodzie znajdziesz śmieci – butelki, opakowania, worki foliowe, rzucone przez turystów, wędkarzy, a czasem po prostu wyrzucone z okolicznych posesji. W 2017 roku dwóch pasjonatów z Puszczykowa, Mateusz i Michał, podjęło się inicjatywy udrożnienia kanału na odcinku pod swoim miastem. Wyciągali z wody powalone drzewa, zbierali śmieci, dokumentowali stan rzeki. Oddolna akcja, bez budżetu, bez sztabu ludzi – tylko dwóch facetów z piłą i workami na śmieci, którzy uznali, że ktoś musi to zrobić.

Takich inicjatyw potrzeba więcej. Kanał Mosiński ma potencjał, żeby stać się jednym z najciekawszych krótkich szlaków kajakowych w okolicach Poznania – jest blisko, jest zróżnicowany, jest piękny. Ale wymaga uwagi. Nie chodzi o wielkie inwestycje – raczej o regularne sprzątanie, kontrolowane usuwanie zatorów tam, gdzie blokują szlak (ale nie tam, gdzie tworzą siedliska dla ryb i ptaków), i przede wszystkim o zmianę myślenia. Kanał to nie rów. To żywy organizm, który łączy dwa najcenniejsze ekosystemy południowej Wielkopolski – dolinę Obry z doliną Warty.

Spływ Kanałem Mosińskim da się zrobić w jeden dzień – start w okolicach Borkowic lub Kościana, koniec w Rogalinku. Najlepszy termin to maj albo czerwiec, kiedy wody jest dość, a zieleń nad rzeką eksploduje. Zabierz lornetkę.