Dzika Warta w Międzychodzie – rzeka, która zapomniała o cywilizacji

Gdzieś między Sierakowem a Międzychodem trzecia najdłuższa rzeka Polski robi coś niespodziewanego – zwalnia, oddycha i wraca do formy, jakiej nikt jej już nie przypisuje. Tu Warta płynie tak, jakby nigdy nie widziała betonowego nabrzeża. Stoisz na piaszczystej łasze, po kolana w ciepłej jeszcze wrześniowej wodzie, i słyszysz dudnienie. Nie silnika – dudnienie skrzydeł. Czapla siwa podrywa się trzy metry od ciebie, ciężko, niechętnie, z wyraźnym oburzeniem w żółtym oku. Dookoła nic: ściana olch po lewej, biały piach po prawej, a za plecami las sosnowy, który pachnie tak intensywnie, jakby ktoś rozbił butelkę terpentyny. W Międzychodzie mówią na to „nasza dzika Warta” i trudno im się dziwić. Ten odcinek rzeki wygląda, jakby ktoś wyrwał go z dokumentu przyrodniczego o Amazonii i wkleił między wielkopolskie pola.

Trzecia rzeka kraju, pierwszy charakter

Warta ma ponad 808 kilometrów. Zaczyna bieg w Kromołowie koło Zawiercia, na wapiennych skałach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, i kończy w Kostrzynie nad Odrą, gdzie wtapia się w nurt graniczny. Jest wspomniana w polskim hymnie narodowym – to jedna z niewielu rzek na świecie, które mają taką rekomendację. Ale hymn hymnowi nierówny. Przez większość biegu Warta jest rzeką pracującą: nawadnia pola, przyjmuje ścieki, znosi barki i kajaki, przepływa przez Poznań w betonowym gorsecie nabrzeży. Dopiero za Obornikami zaczyna oddychać. A w okolicach Sierakowa i Międzychodu – zupełnie odpuszcza. Ten zachodni odcinek, mniej więcej od Wronek do Skwierzyny, to fragment, w którym Warta zachowała naturalną linię brzegową. Nie ma tu umocnień, nie ma kamiennych opasek, nie ma wałów tuż przy korycie. Rzeka meandruje swobodnie, tworząc łachy piaskowe, starorzecza i zatoczki, do których nie prowadzi żadna ścieżka. Dla rzeki o długości ponad 800 kilometrów i zlewni obejmującej prawie 55 tysięcy kilometrów kwadratowych – to luksus, na który niewiele europejskich cieków może sobie pozwolić.

Między wydmami a morenami – krajobraz sprzed dziesięciu tysięcy lat

Żeby zrozumieć, dlaczego Warta wygląda tu tak, a nie inaczej, trzeba cofnąć się o jakieś dziesięć tysięcy lat, do momentu, gdy lodowiec skandynawski wycofywał się z Wielkopolski. Woda z topniejącego lodu szukała drogi na zachód i znalazła ją w pradolinie, którą dziś zajmuje Warta. Lodowiec zostawił po sobie dwa zupełnie różne krajobrazy po dwóch stronach rzeki – i Warta do dziś je rozdziela jak granica między dwoma światami. Na północ ciągnie się Puszcza Notecka, jeden z największych zwartych kompleksów leśnych w Polsce. Jej podłoże to wydmy śródlądowe porośnięte borami sosnowymi – monotonne, pachnące żywicą, ciągnące się po horyzont. Na południe leży zupełnie inny krajobraz: pagórkowata morena z bukowymi lasami, głębokimi rynnami jeziornymi i wzgórzami, z których w pogodne dni widać zarys borów na północnym horyzoncie. Sierakowski Park Krajobrazowy, utworzony w 1991 roku na powierzchni ponad 300 kilometrów kwadratowych, chroni właśnie tę mozaikę. A Warta przecina ją jak granica klimatyczna – suche, piaszczyste bory po jednej stronie, wilgotne, żyzne lasy liściaste po drugiej.

Bielik nad głową, bóbr pod stopami

Ornitolodzy policzyli na terenie Sierakowskiego Parku Krajobrazowego 216 gatunków ptaków, z czego 165 to gatunki lęgowe. To liczba, która robi wrażenie nawet na tle polskich parków narodowych. Gwiazdą jest bielik – największy orzeł Europy, którego rozpiętość skrzydeł sięga dwóch i pół metra. Nad Wartą w okolicach Międzychodu gniazduje kilka par, a ich ulubione drzewo to stara sosna z ułamanym wierzchołkiem, z widokiem na wodę. Bielik poluje na ryby – pikuje z wysokości kilkudziesięciu metrów, chwyta zdobycz szponami i unosi ją na gniazdo, które po latach dobudowywania waży czasem ponad tonę. Ale bohaterem tego odcinka Warty nie jest bielik. Bohaterem jest ktoś znacznie mniejszy i trudniejszy do zauważenia: zimorodek. Ten ptak wielkości wróbla, z piersią koloru rdzy i grzbietem barwy elektrycznego błękitu, żyje na urwistych brzegach rzek. Potrzebuje stromej skarpy z odsłoniętym piaskiem lub gliną, w której drąży norę o długości pół metra do metra. Na uregulowanych rzekach takich skarp nie ma – stąd zimorodek zniknął z większości polskich miast. Nad Wartą w Międzychodzie skarpy powstają same, bo rzeka podmywa brzegi podczas wiosennych wezbrań. Każda powódź to dla zimorodka nowy budulec. W wodzie pracują bobry. Ich żeremia – kopce z gałęzi i mułu – widać na spokojniejszych odcinkach, zwłaszcza w starorzeczach. Bobry wróciły do Wielkopolski w latach dziewięćdziesiątych po programie reintrodukcji i dziś żyją na Warcie tak pewnie, jakby nigdy nie znikały. Nocą słychać ich charakterystyczny plusk – uderzenie płaskim ogonem o wodę, które jest jednocześnie ostrzeżeniem dla rodziny i komunikatem dla rywali. Rano, kiedy mgła jeszcze leży nisko, widać efekty ich nocnej pracy: obgryzione pnie wierzb, ścięte pod kątem tak precyzyjnym, że wygląda to jak robota piłą łańcuchową. Bóbr europejski waży do 30 kilogramów – to największy gryzoń Europy i inżynier, który potrafi zmienić bieg strumienia w ciągu jednej nocy.

Starorzecza – ślady dawnej Warty

Jednym z najbardziej fascynujących elementów krajobrazu nad Wartą w okolicach Międzychodu są starorzecza – odcięte od głównego koryta fragmenty dawnego biegu rzeki. Wyglądają jak sierpowate jeziorka, ukryte między wierzbami i trzcinami, zwykle niedostępne od lądu. Wiosną, kiedy Warta wzbiera, woda wpływa do nich z powrotem i na kilka tygodni starorzecze znów staje się częścią rzeki. Latem wysychają do poziomu kałuży – i wtedy widać, co się w nich kryje. Na powierzchni starorzecza w pogodny czerwcowy dzień unoszą się grzybienie białe i grążele żółte – rośliny, które większość ludzi zna z ilustracji w podręcznikach, ale nigdy nie widziała na żywo. Pod wodą krążą karasie i liny – ryby, które preferują ciepłe, stojące wody bogate w roślinność. Na brzegach polują zaskrońce – niegroźne węże, które doskonale pływają i żywią się żabami. Starorzecze to nie martwa woda. To laboratorium ewolucji w miniaturze – miejsce, w którym życie mierzy się z cyklami wezbrań i susz, adaptując się z sezonową precyzją.

Kajakiem przez zapomnienie

Odcinek Warty od Obrzycka przez Sieraków do Międzychodu to jeden z najbardziej polecanych fragmentów szlaku kajakowego w Wielkopolsce. Rzeka jest tu szeroka, spokojna i pozbawiona przeszkód wodnych – żadnych jazów, żadnych progów, żadnych przenosek. Dla kajakarza, który zna Drawę czy Krutynnię z ich ciągłym slalomem między kamieniami, Warta w tym miejscu to zupełnie inne doświadczenie: nie walczysz z rzeką, tylko pozwalasz jej się nieść. Na krótki, nawet jednodniowy spływ sprawdza się odcinek z Obrzycka do Sierakowa lub z Sierakowa do Międzychodu. Mariny, przystanie i miejsca biwakowe rozmieszczone są mniej więcej co 20-30 kilometrów, więc nie trzeba planować z zegarkiem w ręku. Najlepszy czas to przełom maja i czerwca, kiedy woda jest jeszcze dość wysoka po roztopach, a nad rzeką kwitnie czeremcha – jej słodki, ciężki zapach miesza się z wilgocią poranka i tworzy coś, co trudno opisać, ale łatwo zapamiętać. Równie dobry jest wrzesień, kiedy liście zaczynają żółknąć i rzeka wypełnia się odbiciami kolorów, których nie widać w żadnym innym miesiącu. Warto pamiętać, że Warta jest tu rzeką dużą i głęboką – tworzą się na niej wiry, a sporadycznie pojawiają się barki lub jachty motorowe. To nie jest rzeka do nauki kajakarstwa z pięciolatkiem na kolanach. Ale dla kogoś, kto czuje się pewnie w kajaku i szuka ciszy zamiast adrenaliny, ten odcinek jest trudny do pobicia.

Wielka Pętla – szlak, który zamyka się w krąg

Warta w okolicach Międzychodu to nie koniec szlaku, lecz fragment czegoś znacznie większego. Wielka Pętla Wielkopolski to okrężna trasa wodna o długości blisko 690 kilometrów, biegnąca Wartą, Notecią, Kanałem Bydgoskim, Kanałem Górnonoteckim i systemem jezior konińskich. To najdłuższy szlak tego typu w Polsce i jeden z niewielu w Europie, gdzie można przepłynąć kilkaset kilometrów rzekami i kanałami, wracając do punktu startu bez przenoszenia łodzi drogą lądową. W Santoku, kilkadziesiąt kilometrów za Międzychodem, Warta przyjmuje wody Noteci – i od tego miejsca szlak skręca na wschód. Ale to już inna historia, inna rzeka i inny charakter. Warta za Międzychodem robi się coraz bardziej dzika: zbliża się do Parku Narodowego Ujście Warty, jednej z najważniejszych ostoi ptaków wodno-błotnych w Europie, gdzie stwierdzono ponad 260 gatunków. To tam, na rozlewiskach i podmokłych łąkach, dziesiątki tysięcy gęsi i żurawi zbierają się jesienią przed odlotem na południe.

Jak dotrzeć i co zabrać

Międzychód leży około 70 kilometrów na północny zachód od Poznania. Samochodem jedzie się drogą nr 24 przez Pniewy – trasa zajmuje nieco ponad godzinę. Z Poznania kursują również autobusy. Sam Międzychód bywa nazywany „bramą do Puszczy Noteckiej” i pełni rolę bazy wypadowej zarówno dla kajakarzy, jak i rowerzystów – rowerowy Szlak Stu Jezior prowadzi stąd aż do Poznania. Ci, którzy wolą iść na piechotę, mogą skorzystać z sieci szlaków pieszych przebiegających przez Sierakowski Park Krajobrazowy. Szczególnie polecana jest okolica wsi Chalin, gdzie w zabytkowym dworze mieści się Ośrodek Edukacji Przyrodniczej. Stamtąd rozchodzą się ścieżki dydaktyczne prowadzące nad jeziora Śremskie, Ławickie i Chalińskie – i nad samą Wartę, która przepływa kilkaset metrów dalej, niewidoczna z drogi, schowana za murem olch i wierzb. Lornetka jest obowiązkowa. Aparat z teleobiektywem – mile widziany. Telefon komórkowy – lepiej schować do torby wodoszczelnej i wyciągać tylko do zdjęć. Nad dziką Wartą w Międzychodzie zasięg bywa kapryśny, ale to akurat jedna z jej zalet. Bo Warta w tym miejscu nie tyle zapomniała o cywilizacji. Ona po prostu nigdy nie dała się do końca oswoić.