Puszka po piwie ma siedem żyć – jeśli jej pomożesz

Sześćset sześćdziesiąt stopni Celsjusza. W takiej temperaturze zgnieciona puszka po piwie traci swoją tożsamość – logo, kolor, kształt – i staje się płynną rzeką aluminium, gotową przyjąć dowolną formę. Cały proces, od twojego żółtego kosza do nowej puszki na sklepowej półce, trwa około sześciu tygodni.

Cichy syk otwieranej puszki w letni wieczór. Zimny metal w dłoni, kropelki kondensatu na powierzchni, delikatny zapach chmielu wydostający się przez otwór. Puszka piwa albo napoju gazowanego to jedno z najpowszechniejszych opakowań na świecie – i jedno z najbardziej niedocenianych pod kątem tego, co się z nim dzieje po użyciu.

Z boksytu do barowego stolika – krótka historia aluminium

Aluminium nie istnieje w przyrodzie w czystej postaci. Trzeba je wydobyć z rudy – boksytu – a ten proces jest ekstremalnie energochłonny. Wyprodukowanie jednego kilograma aluminium wymaga około dwudziestu kilowatogodzin energii elektrycznej. Dla porównania – to dwadzieścia razy więcej niż potrzeba na wyprodukowanie kilograma chleba. Oprócz energii, produkcja pochłania ogromne ilości wody i generuje odpady – tak zwany czerwony szlam – który jest toksyczny i trudny do utylizacji. Każda tona aluminium wytworzonego z rudy to cztery tony wydobytego boksytu i siedemset kilogramów ropy naftowej zużytej w procesie.

Brzmi źle. I jest źle – ale tylko za pierwszym razem. Bo aluminium ma właściwość, która odróżnia je od niemal wszystkich innych materiałów opakowaniowych: można je przetwarzać w nieskończoność, bez żadnej utraty jakości. Stalówka przetopiona dwadzieścia razy jest tak samo dobra jak stalówka z huty. Puszka przetopiona po raz setny ma identyczne właściwości fizyczne i chemiczne jak puszka z aluminium pierwotnego. Żaden inny masowo stosowany materiał opakowaniowy nie oferuje takiej cechy.

Recykling aluminium – matematyka, która się broni

Przetopienie tony aluminium z recyklingu wymaga zaledwie pięciu procent energii potrzebnej do wyprodukowania tony aluminium z boksytu. Pięć procent. To oznacza dziewięćdziesiąt pięć procent oszczędności energii przy każdym cyklu. Przetworzenie tony aluminium to także oszczędność czterech ton rudy boksytowej i siedmiuset kilogramów ropy naftowej.

Sześć puszek aluminiowych poddanych recyklingowi to oszczędność energii równa spaleniu jednego litra paliwa. Jedna puszka – to energia wystarczająca na cztery godziny pracy stuwatowej żarówki, dwadzieścia pięć minut pracy komputera lub dziesięć minut pracy zmywarki. Te liczby nie są marketingowym chwytem – to wynik prostych kalkulacji energetycznych, które każdy inżynier potrafi potwierdzić.

A teraz najlepsza wiadomość: Polska jest jednym z europejskich liderów recyklingu puszek aluminiowych. W ostatnich latach poziom recyklingu puszek napojowych w Polsce oscyluje wokół osiemdziesięciu procent – znacznie powyżej średniej unijnej, wynoszącej nieco ponad siedemdziesiąt procent. To wynik porównywalny ze Skandynawią i kraje Beneluksu. Co więcej – osiągnięto go bez systemu kaucyjnego, głównie dzięki sieci punktów skupu, które przyjmują puszki na zasadach komercyjnych.

Dlaczego puszka jest najcenniejszym śmieciem w twoim koszu

Aluminium jest najbardziej wartościowym surowcem wtórnym w odpadach komunalnych. Wartość jednej pustej puszki jest od sześciu do dwudziestu razy wyższa niż wartość jakiegokolwiek innego opakowania o podobnej wadze. To dlatego istnieje sieć skupów – ktoś zarabia na zbieraniu puszek, bo metal ma realną wartość rynkową. W przypadku aluminium opłaty za recykling nie trzeba dopłacać – wartość zebranego surowca pokrywa koszty zbiórki, transportu i przetworzenia.

Porównajmy to z innymi materiałami. Recykling plastiku? Trzeba do niego dopłacać – bo przetworzony plastik jest tańszy niż surowiec pierwotny tylko nieznacznie, a koszty sortowania i czyszczenia są wysokie. Recykling papieru? Opłacalny, ale papier traci jakość z każdym cyklem – po pięciu-siedmiu przetworzeń włókna celulozowe są zbyt krótkie, żeby z nich cokolwiek zrobić. Szkło? Nieskończenie przetwarzalne, ale ciężkie i drogie w transporcie. Aluminium? Nieskończenie przetwarzalne, lekkie, wartościowe. Gdyby odpady opakowaniowe miały swój giełdowy ranking, puszka aluminiowa byłaby blue chipem.

Od żółtego kosza do nowej puszki – sześć tygodni

Puszka wrzucona do żółtego pojemnika trafia do sortowni. Tam separatory magnetyczne i prądów wirowych oddzielają aluminium od plastiku i stali. Puszki aluminiowe – niemagnetyczne, w przeciwieństwie do stalowych – są wychwytywane przez separatory wykorzystujące zjawisko prądów wirowych, które „wyrzucają„ aluminiowe elementy z taśmy transportowej na osobny przenośnik.

W żółtych workach aluminium stanowi średnio około dwóch procent zawartości – to niewiele wagowo, ale bardzo dużo wartościowo. Po wydzieleniu, puszki trafiają do skupów lub bezpośrednio do przetwórców. Tam są oczyszczane na specjalnych sitach, sprawdzane elektromagnesem (żeby oddzielić ewentualne stalowe zanieczyszczenia), a następnie brykietowane – prasowane w zwarte bloki, łatwe do transportu.

W hucie brykiety trafiają do pieca rozgrzanego do sześciuset sześćdziesięciu stopni. W tej temperaturze aluminium staje się płynne. Farby, lakiery i nadruki z powierzchni puszki spalają się lub są usuwane w procesie rafinacji. Płynny metal jest odlewany w bloki, potem walcowany na arkusze, z których formuje się nowe puszki. W najbardziej pożądanym wariancie recyklingu – „can to can”, czyli „z puszki w puszkę” – aluminium z puszki napojowej wraca jako puszka napojowa. Zamknięty obieg, bez degradacji materiału.

Dwadzieścia procent, które ginie

Osiemdziesiąt procent recyklingu to świetny wynik. Ale to wciąż oznacza, że co piąta puszka nie wraca do obiegu. Około siedemdziesięciu pięciu procent aluminium wyprodukowanego kiedykolwiek na świecie nadal jest w użyciu – krąży w gospodarce. Dla porównania – w przypadku tworzyw sztucznych ten wskaźnik wynosi zaledwie sześć procent. Ale te dwadzieścia procent puszek, które w Polsce nie trafiają do recyklingu, to wciąż miliony sztuk rocznie.

Co roku na polski rynek trafia około dziewięćdziesięciu pięciu tysięcy ton aluminiowych opakowań, z czego ponad dwie trzecie stanowią puszki napojowe. Przyjmując, że z jednej tony aluminium powstaje średnio sześćdziesiąt pięć tysięcy puszek, mówimy o miliardach sztuk wprowadzanych na rynek każdego roku. Dwadzieścia procent z miliardów – to wciąż bardzo dużo puszek leżących na poboczach dróg, w lasach, na dnach jezior. Puszka aluminiowa porzucona w przyrodzie potrzebuje od dwustu do czterystu lat, żeby się rozłożyć. Jej przetopienie zajmie sześć tygodni.

Puszka w lesie vs puszka w piecu

Wyobraź sobie dwie puszki. Obie wyprodukowane tego samego dnia, w tej samej fabryce, z tego samego stopu aluminium. Jedna trafia do żółtego pojemnika po imprezie w parku. Druga ląduje pod krzakiem. Pierwsza – za sześć tygodni jest nową puszką z napojem, stoi na sklepowej półce, czeka na kolejnego kupującego. Druga – leży. Leży, gdy pada deszcz. Leży, gdy pada śnieg. Leży, gdy rosną nad nią pokrzywy. Leży przez sto lat, dwieście, trzysta. Powoli, bardzo powoli, koroduje. Uwalnia do gleby związki glinu. Otaczająca ją ziemia zmienia skład chemiczny. Mikroorganizmy glebowe reagują na obce substancje.

Ta sama puszka. Ten sam materiał. Dwie radykalnie różne przyszłości. Różnica między nimi to jeden gest – kilka kroków do żółtego pojemnika.

Puszka, która się odchudza

Jest jeszcze jedna historia, którą warto opowiedzieć – historia o tym, jak puszka stała się lżejsza. W ciągu ostatnich dwudziestu lat masa aluminiowej puszki napojowej zmniejszyła się o jedną trzecią. Producenci optymalizują kształt, grubość ścianki, geometrię dna – wszystko po to, żeby zużywać mniej materiału na jednostkę opakowania. Dzisiejsza puszka waży kilkanaście gramów – znacznie mniej niż jej odpowiedniczka z lat dziewięćdziesiątych. Mniej aluminium na puszkę oznacza mniej energii na produkcję, mniej surowca do wydobycia, mniejszy ślad węglowy na każdą porcję napoju.

System kaucyjny, który zaczął działać w Polsce, obejmuje również puszki metalowe. To może podnieść już i tak wysoki poziom recyklingu jeszcze wyżej – bliżej dziewięćdziesięciu procent, jak w krajach skandynawskich, gdzie kaucja na puszki funkcjonuje od lat. Każdy punkt procentowy wzrostu to dziesiątki milionów puszek więcej wracających do obiegu zamiast leżeć w rowach i na leśnych polanach.

Siedem żyć – i więcej

Tytuł tego tekstu mówi o siedmiu żywotach – to nawiązanie do przysłowia o kocie. Ale prawda jest lepsza niż przysłowie: puszka aluminiowa nie ma limitu żyć. Może być przetwarzana dziesiątki, setki razy. Każdy cykl wymaga ułamka energii potrzebnej na wyprodukowanie aluminium z rudy. Każdy cykl oszczędza cztery tony boksytu i siedemset kilogramów ropy naftowej na tonę materiału. Każdy cykl zmniejsza emisję gazów cieplarnianych. I każdy cykl zaczyna się od tego samego momentu: od człowieka, który trzyma w ręku pustą puszkę i zastanawia się – choćby przez sekundę – co z nią zrobić.

Zgnieciona puszka w żółtym pojemniku zajmuje mniej miejsca i ułatwia transport. Warto ją zgnieść – choćby stopą – zanim trafi do kosza. To wszystko. Resztę zrobią sortery, separatory, piece i walcarki.